OBÓZ DWÓCH TOTALITARYZMÓW, MUZEUM MIASTA JAWORZNA

obóz dwóch totalitaryzmów
obóz dwóch totalitaryzmów
 

„Jaworzno to miejsce symbolicznego spotkania hitleryzmu i komunizmu. W 1945 roku komuniści przejęli filię hitlerowskiego obozu Neu Dachs (…). Polskich, angielskich i rosyjskich więźniów zastąpili więźniowie niemieccy, ukraińscy i polscy”.
Prof. Ryszard Terlecki

Progresywne Więzienie dla Młodocianych Więźniów Politycznych (1951-1956)

Wiosną 1951 roku w Jaworznie powstało eksperymentalne więzienie dla młodocianych więźniów politycznych. Podstawę materiałową dla jego budowy stanowiła infrastruktura po zlikwidowanym COP Jaworzno.

W 1949 roku COP Jaworzno zaczęto przebudowywać siłami więźniów politycznych skierowanych z więzień z całej Polski. Wiosną 1951 roku z więzienie usunięto więźniów powyżej 21 roku życia, pozostawiono jedynie grupę 200 starszych więźniów, którzy mieli niezbędne siły techniczne. Drewniane baraki, pamiętające czasy okupacji hitlerowskiej, sukcesywnie rozbierano, na ich miejsce wzniesiono trzy duże, murowane bloki więzienne i dom kultury. Pojemność zaprojektowanych budynków szacowano na 7.000 osób. Oprócz budynków mieszkalnych utworzono warsztat stolarski, ślusarsko-mechaniczny, dział prefabrykacji, warsztaty szkoleniowe i szkołę przemysłową dla 500 uczniów.

W więzieniu mieli przebywać młodociani więźniowie karni oraz z nieprawomocnymi wyrokami, w wieku 17 – 21 lat. Przy typowaniu więźniów należało brać pod uwagę pochodzenie społeczne, stopień zdemoralizowania, rolę w przestępstwie, wysokość wyroku oraz zachowanie podczas śledztwa. Należało unikać kierowania do więzienia w Jaworznie zdecydowanych wrogów ustroju, organizatorów i kierowników przestępstwa. W więzieniu miała być przetrzymywana młodzież skazana za opozycyjną działalność polityczną. Miało ono pełnić rolę ośrodka reedukacyjnego według wzorów pedagogiki makarenkowskiej – młodociani, za sprawą działań wychowawczych, mieli stać się zwolennikami ustroju i budowniczymi komunizmu, odznaczającymi się wysoką świadomością ideową.

Pierwsze transporty młodocianych więźniów politycznych trafiały do jaworznickiego więzienia w maju 1951 roku. Przywożono ich w wagonach na stację w Szczakowej, skąd pod silną eskortą, wyposażoną w broń maszynową i psy, szli piechotą do więzienia. Osadzeni w Jaworznie pracowali w warsztatach na terenie więzienia, budowali bloki mieszkalne na Osiedlu Stałym, szkołę, dom kultury, boisko sportowe i inne obiekty na terenie miasta. Wielu zatrudniono w kopalniach węgla. Ich młodość była okresem ciężkiej, wielogodzinnej pracy ponad siły, głodowych racji żywnościowych, drutów pod wysokim napięciem, nieustającej indoktrynacji politycznej i samowoli funkcjonariuszy. W maju 1955 roku wybuchł bunt spowodowany tragiczną śmiercią jednego z młodocianych więźniów, został on zastrzelony przez strażnika, ponieważ znalazł się na tzw. „polu śmierci” (pas stale grabionego piasku, ciągnący się wzdłuż wewnętrznej części drutów). Bunt został opanowany, ale miał bezpośredni wpływ na dalsze losy więzienia w Jaworznie. Z końcem 1955 roku zlikwidowano więzienie dla młodocianych, a z pierwszym dniem 1956 roku utworzono Centralne Więzienie Jaworzno, jednak ta zmiana została niezauważona dla osadzonych w nim więźniów. Więzienie ostatecznie zlikwidowano w sierpniu 1956 roku.

Koncepcja tworzenia więzień dla młodocianych

Kodeks karny z 1932 roku za nieletnią uznawał osobę, która nie ukończyła 17 roku życia, jednocześnie nie definiował dolnej granicy wieku sprawcy. W praktyce sądowniczej lat 1945-1956 dziecko przed ukończeniem 13 roku życia nie odpowiadało przed sądem. Za nieletnie uważano osoby w wieku 13-16 lat, natomiast grupę młodocianych stanowiła młodzież w wieku 17-21 lat.

Pierwsze decyzje w sprawie więzień dla nieletnich zapadły w październiku 1944 roku, wówczas więzienia i zakłady wychowawcze dla nieletnich podporządkowano kierownikowi Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN. Następne uregulowania zmierzały do izolacji więźniów nieletnich i młodocianych od dorosłych, „by młodzież nie uległa demoralizującemu wpływowi starszych kolegów, którzy przesiąknęli sanacyjną Polską lub czerpali swe natchnienie z imperialistycznej propagandy”. Początkowo zalecano tworzyć dla nieletnich osobne cele lub oddziały, lecz plany były weryfikowane przez panujące w więzieniach przeludnienie.

Dotychczasowe plany zaczęto realizować jesienią 1950 roku, opracowano Projekt organizacji więzień i pracy poprawczo-wychowawczej. Dla prowadzenia pracy poprawczo-wychowawczej z młodocianymi więźniami wytypowano obiekty więzienne w Iławie i Jaworznie. Uruchomienie obu więzień miało nastąpić wiosną 1951 roku. W 1950 roku, trwała przebudowa Centralnego Obozu Pracy Jaworzno na więzienie dla młodocianych, które miało pomieścić 7.000 osób, przyjmując za podstawę 13 m3 na osobę. Oprócz bloków mieszkalnych planowano uruchomić warsztat stolarski, ślusarsko-mechaniczny, dział prefabrykacji, warsztaty szkoleniowe i szkołę przemysłową dla 500 uczniów.

Na podstawie zapisów Projektu organizacji więzień z 1950 roku, do więzienia w Jaworznie kierowano więźniów karnych oraz więźniów z nieprawomocnymi wyrokami w wieku od 17 do 21 lat. Przy indywidualnym typowaniu więźniów zalecano brać pod uwagę pochodzenie społeczne, stopień zdemoralizowania, rolę w dokonanym przestępstwie, wysokość wyroku oraz zachowanie w trakcie śledztwa i podczas dotychczasowego pobytu w więzieniu. Jednocześnie zwracano uwagę, by do więzienia w Jaworznie nie kierować zdecydowanych wrogów ustroju, organizatorów i kierowników przestępstwa.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

System progresywny

Wobec więźniów osadzonych w więzieniu, w Jaworznie zastosowano system progresywny, który powstał, w 1840 roku, w Anglii. W opozycji do powszechnego, w ówczesnej Europie systemu celkowego – zakładającego całkowitą izolację więźnia – istotą systemu progresywnego było przygotowanie więźnia do życia na wolności, czemu służyły działania wychowawcze, których elementem była praca.

System progresywny w powojennej Polsce opierał się na wzorcach radzieckich. Radziecki kodeks karny przewidywał możliwość aktywnego udziału więźnia w jego poprawie oraz stanowił, że jedną z podstawowych metod poprawy i wychowania więźniów jest praca. Dobrze pracującemu więźniowi można było zaliczyć 2 dni pracy za 3 dni pozbawienia wolności.

W jaworznickim więzieniu system progresywny uległ wynaturzeniu. Stosowano praktykę przeliczania 1 dnia pracy na 2 dni pozbawienia wolności, ale o zastosowaniu przelicznika korzystnego dla więźnia decydowała arbitralna decyzja kierownictwa więzienia, pracowników działu specjalnego i wychowawców, którzy faworyzowali więźniów im uległych. Oddziały tworzono jedynie pod kątem wykonywanej pracy, bez uprzedniej selekcji pod kątem wykształcenia i postawy moralnej. Nie ułatwiano więźniom zdobycia zawodu i adaptacji w społeczeństwie po odzyskaniu wolności, świadectwa szkoły obozowej nie były uznawane przez szkoły publiczne. Więźniowie byli natomiast wykorzystywani do ciężkiej pracy, przy niedostatecznym wyżywieniu i ciągłej propagandzie komunistycznej.

System progresywny w swoich założeniach nie był stworzony dla więźniów politycznych. Wzorując się na jego radzieckiej odmianie, przyjęto błędne założenie, że u młodocianych następować będzie zmiana (progresja) zachowań i poglądów, zgodna z oczekiwaniami władz penitencjarnych. Następnie termin progresja rozciągnięto na cały istniejący w Jaworznie system pracy, który w teorii umożliwiał skrócenie czasu odbywania kary poprzez efektywną i ponadnormatywną pracę.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Eksperyment pedagogiczny

Autorem eksperymentu pedagogicznego był Antoni Makarenko, który w 1920 roku, w pobliżu Połtawy zorganizował zakład wychowawczy dla nieletnich przestępców, nazwany kolonią im. Gorkiego. Po kilku latach objął kierownictwo kolonii dla bezdomnych w Charkowie, a w 1927 roku założył nowy zakład wychowawczy: komunę im. Feliksa Dzierżyńskiego, którym kierował przy pomocy wychowanków z kolonii im. Gorkiego. Działalność Makarenki wynikała z konieczności uregulowania sytuacji 7 milionów bezdomnych dzieci w Związku Radzieckim – ofiar kilkuletniej wojny domowej. Doświadczenie pedagogiczne Makarenki wynikało z kontaktów z nieletnimi pozbawionymi rodziny i domu, z których większość była analfabetami lub wtórnymi analfabetami z bogatą przeszłością kryminalną. Eksperyment Makarenki opierał się na kilku podstawowych zasadach:

  • wychowaniu nowego człowieka radzieckiego – świadomego budowniczego nowego ustroju
  • wychowaniu przez pracę,
  • wychowaniu w kolektywie, przez kolektyw i dla kolektywu

Tadeusz Nowacki – jeden z polskich naśladowców Makarenki – pisał, że „zasadniczym celem pracy wychowawczej A. Makarenki było stworzenie nowego człowieka. Ten nowy człowiek, obok licznych zalet osobistych, powinien umieć współpracować z innymi, odczuć radość życia, a przede wszystkim odznaczać się wysoką świadomością ideową. Jest przecież obywatelem radzieckim, budowniczym komunizmu”.

Pedagogika makarenkowska w powojennej Polsce rozwinęła się, gdy Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zdecydowało o utworzeniu więzienia dla młodocianych. MBP nawiązało współpracę z Ośrodkiem Badań Pedagogicznych w Warszawie, który miał szkolić przyszłych wychowawców i kierownictwo więzienia.

Teorie Makarenki – mogące stanowić skuteczny środek wychowawczy w przypadku niepiśmiennej i bezdomnej młodzieży ze Związku Radzieckiego – nie sprawdziły się w przypadku młodzieży pochodzącej z dobrych domów, o ukształtowanych poglądach na otaczającą rzeczywistość oraz wykształconej lepiej niż ich „wychowawcy”. W Jaworznie wprowadzono pierwszy raz w historii polskiego więziennictwa funkcję wychowawcy, która sprowadzała się głównie do roli agitatora politycznego i narzędzia represji. Izolacja i próby wychowania młodocianych więźniów na wzór człowieka radzieckiego nie przyniosły efektów. W pierwszych latach istnienia więzienia dla młodocianych w Jaworznie, większość stanowili więźniowie polityczni o ugruntowanych poglądach antykomunistycznych, natomiast dla więźniów kryminalnych sprawy ideowo-polityczne były obojętne.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Budowa więzienia

Do budowy Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie wykorzystano infrastrukturę pozostałą po hitlerowskim podobozie Neu Dachs i Centralnym Obozie Pracy Jaworzno. W miejsce poniemieckich, drewnianych baraków mieszkalnych – siłami więźniów – w latach 1951 – 1953 wzniesiono trzy bloki mieszkalne o wymiarach 81,5 x 16,5 m, dom kultury, kuchnię, magazyn żywnościowy, kotłownię, pralnię i piekarnię. Więzienie obejmowało obszar 36 ha. Ogrodzone było murem wysokości około 5 m, przed którym – w odległości 2 m – przebiegało ogrodzenie z drutu kolczastego pod napięciem, pamiętające czasy hitlerowskie. Przed ogrodzeniem z drutu kolczastego znajdował się „pas śmierci”, czyli pas stale grabionego piasku, do którego nie wolno było się zbliżać.

W ogrodzeniu zainstalowano 15 wieżyczek strażniczych, które strzegły właściwego więzienia. 6 posterunków ochraniało teren prefabrykacji, kolejne 5 posterunków pilnowało więźniów na budowanym przez nich osiedlu, posterunki znajdowały się na kopalniach, które zatrudniały więźniów. Więzienie posiadało 5 bram, z których 3 pilnowane były przez całą dobę, 2 pozostałe prowadziły do działów pracy i były pilnowane przez oficera inspekcyjnego.

Warunki zastane w Jaworznie przez młodocianych więźniów były znacznie lepsze od dotychczasowych: „W pierwszych dniach pobytu byłem oszołomiony – wspomina Jerzy Stokowski – powietrze, łóżko, duże cele, długi spacer, przed klawiszem nie trzeba było stawać na baczność twarzą do ściany, choć trzeba było zdjąć czapkę, a właściwie myckę-furażerkę i powiedzieć dzień dobry”. Młodociani mieli własne łóżka z siennikami i zagłówkami wyłożonymi słomą, co po nocach spędzonych na podłodze w innych więzieniach było znaczącą zmianą. Każdy więzień posiadał prześcieradło i koc (niektóre relacje wspominają o dwóch).

W celach o powierzchni 34 m2 przebywało 20 więźniów (pojedyncze relacje wspominają o 24). Władze penitencjarne szczyciły się, że Jaworzno jest więzieniem bez krat, ale przemyślana, zbrojona, żelbetowa konstrukcja była równie dobrym zabezpieczeniem. W celi znajdowało się 10 piętrowych prycz, dwa drewniane stoły z ławami i dwie stojące szafki. Podłogi w celach były wyłożone płytkami ksylolitowymi, co wielokrotnie podnoszono w sprawozdaniach jako przykład dbałości kierownictwa więzienia o stworzenie możliwie najlepszych warunków zakwaterowania.

W ciągu dnia cele nie były zamykane, co dawało więźniom możliwość swobodnego poruszania się po swoim oddziale. Każde piętro odgrodzone było kratą i stanowiło osobny oddział, tworzony według kategorii zatrudnienia więźniów.

Transporty do Jaworzna

Utworzenie Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie pociągało za sobą konieczność przeprowadzenia selekcji młodocianych we wszystkich jednostkach więziennych w kraju, zgodnie z instrukcjami Departamentu Więziennictwa. Po wytypowaniu więźniów przeznaczonych do osadzenia w Jaworznie, formowano – z reguły – transporty zbiorcze, obejmujące kilka, blisko położonych od siebie więzień i obozów. Jedynie w przypadku dużych więzień – takich jak Rawicz, Wronki, Warszawa III – przygotowywano grupę osób tylko z tego więzienia. Rolę więzienia etapowego dla więzienia w Jaworznie pełniło więzienie Sosnowiec-Radocha. Warunki, w jakich przebiegał transport więźniów opisał były więzień Janusz Horodniczy:

„Przy bocznicy czekał specjalny wagon, służący do przewozu aresztantów. Wyglądał niepozornie. (…) Pod samym dachem rząd maleńkich, 20x30 cm okienek, zabezpieczonych cienkimi kratami i bardzo gęstą siatką metalową. Wewnątrz wagonu, przez jego środek, biegł wąski korytarzyk, a po obu stronach po 10 klitek, zamykanych od strony korytarza. Na początku wagonu znajdował się maleńki przedział dla dwóch żołnierzy KBW z konwoju. (…) W klitce, którą podróżowałem było nas dwóch, a podobno czasami wsadzano w te pudełka i po trzech więźniów. Wymiary pudełek – 80 cm na 50 cm, nie dawały szansy na chociażby w miarę ludzką podróż. (…) Z Wrocławia do Jaworzna jechaliśmy z setkami przerw w podróży, około 20 godzin. (…) I oto jesteśmy na dworcu w Jaworznie. (…) Konwojujący nas oddział KBW był mocno uzbrojony, a co drugi konwojent miał za towarzysza pięknego alzackiego owczarka. (…) Ta defilada nie musiała wyglądać tak widowiskowo. W szaleństwie władzy była jednak metoda. Chodziło o stworzenie wśród ludzi z miasteczka psychozy, że oto prowadzona jest kolejna grupa bardzo groźnych przestępców”.

Mateusz Wyrwich – opierając się na relacji jednego z byłych więźniów – podał następujący opis przeprowadzenia więźniów ze stacji w Szczakowej do więzienia:

„I tak rozpoczął się nasz, liczący kilka kilometrów, marsz. Krętymi, bocznymi drogami, wśród wertepów. Weszliśmy w końcu na ruchliwą szosę Katowice – Kraków. Prowadzili nas ubranych w niemieckie mundury, przez cały czas mając odbezpieczoną broń, w każdej chwili gotową do strzału. Będący na czele konwoju oficerowie KBW informowali przechodniów i nadjeżdżających, by zachowywali się ostrożnie, bowiem konwojowani są członkowie Hitlerjugend do obozu pracy. Ludzie, nieświadomi perfidnego kłamstwa, uwierzyli, że jesteśmy młodocianymi hitlerowcami. Mijając pluli na nas, złorzeczyli, rzucali kamieniami”.

Funkcjonariusz MBP objaśnił po latach, w jaki sposób budzono nienawiść mieszkańców Jaworzna do konwojowanych więźniów:

„Miasto zawsze było uprzedzane, że wieziemy bandytów, wrogów Polski Ludowej. Czasem, że młodzież z Hitlerjugend. Brało się towarzyszy partyjnych z Jaworzna bądź okolic, głównie ormowców, żeby wspierali nasz transport. Rzucanie kamieniami wpisane było w scenariusz, podobnie jak różnorakie wyzwiska pod adresem więźniów. Tam nie mogło być żadnej spontaniczności. Choć zdarzały się i takie przypadki”.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999. Mateusz Wyrwich, Łagier Jaworzno. Z dziejów czerwonego terroru, Warszawa 1995.

Indoktrynacja polityczna

W oficjalnych raportach szkolenie ideologiczne więźniów nazywano „pracą kulturalno-oświatową”. Główny nacisk kładziono na kształtowanie psychiki młodocianych więźniów przy zastosowaniu różnych technik. Indoktrynacji służyły treści pogadanek, teksty omawiane na prasówkach, wyselekcjonowane tytuły książek, czasopism, filmów i przedstawień teatralnych. O przebiegu „pracy kulturalno-oświatowej” informowano w okresowych sprawozdaniach: „W pierwszym okresie najbardziej widocznymi, niezrozumiałymi zagadnieniami była kwestia ziem Związku Radzieckiego za Bugiem – wkroczenie na te ziemie traktowano w większości przypadków jako cios w plecy, poglądy na rolę Piłsudskiego, który dla większości młodocianych miał znaczenie bohatera narodowego, nie znano faktycznej działalności Armii Krajowej. (…) Kierując się powyższymi względami tematyka pogadanek w pierwszym okresie ograniczała się do tych najbardziej palących niezrozumiałych zagadnień”.

O działalności kulturalno-oświatowej informują głównie sprawozdania i meldunki sporządzane przez kierownictwo jaworznickiego więzienia dla – domagających się sukcesów w pracy z młodocianymi – władz więziennictwa w Warszawie. Stad rozbieżność między urzędowymi dokumentami, a rzeczywistością, która wyłania się z relacji Jaworzniaków.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Radiowęzeł

W jaworznickim więzieniu zastosowano unikalny – w systemie polskiego więziennictwa – środek propagandy ideologicznej w postaci radiowęzła. W kwietniu 1952 roku, na terenie więzienia – w każdej celi – zainstalowano 164 głośniki, których nie dało się wyłączyć i 4 megafony o mocy 25W każdy. W dni powszednie radiowęzeł nadawał codzienne, dwugodzinne audycje obiadowe oraz audycje po powrocie więźniów z pracy. W niedzielę nadawano bez przerwy. Audycje informowały o aktualnych wydarzeniach politycznych: projekcie i uchwaleniu konstytucji PRL, zlocie Młodych Przodowników Pracy, XIX zjeździe KPZR czy urodzinach Bieruta. Zawierały satyry polityczne, ukazujące oblicze gnijącego kapitalizmu w obozie imperialistycznym. Poruszały sprawy podniesienia wydajności pracy, służyły publicznemu piętnowaniu bumelantów.

Szczególną uwagę przykładano do audycji o charakterze wychowawczym, w drugiej połowie 1952 roku nadano m.in.: słuchowisko Plon, niesiemy plon, „opracowane na podstawie zachodzących przemian w budownictwie naszego kraju. Miało na celu wykazać wyższość gospodarki zespołowej nad indywidualną. Pokazać co dała chłopom Władza Ludowa, jak mogą kształcić swe dzieci i jak prawdziwi Polacy – chłopi (sic!) walczą z kułactwem i dlaczego. Wykazanie jak prawdziwy patriota – chłop powinien rozumieć obowiązki według swej ludowej ojczyzny”. Stworzono także audycję Nasza fala odpowiada, która prezentowała listy z pytaniami do redakcji i odpowiedzi na nie. Treść stanowiła głównie krytykę więźniów wątpiących w nowy ustrój.

Teatr

Więzienne kółko teatralne prezentowało sztuki o tematyce młodzieżowej, wiejskiej i sojuszu robotniczo-chłopskim oraz tematyce produkcyjnej. Jak wynika ze sprawozdania dużą popularnością cieszyła się sztuka Brygada szlifierza Karhana:

„Mimo dużych trudności sztuka została przyjęta bardzo dobrze przez młodocianych. Najlepiej świadczyły o tym wypowiedzi więźniów. Początkowo publiczność przychylnie patrzyła na postać bumelanta Lojzy, lecz w dalszym ciągu akcji sztuki stosunek ten uległ gwałtownej zmianie. Gorąco oklaskiwano scenę finałową, kiedy dwie brygady starego i młodego Karhana, po wzajemnej wymianie doświadczeń i zastosowaniu racjonalizatorskich pomysłów, przystępują do kolektywnej pracy, podejmując nowe zobowiązania produkcyjne”.

Młodocianym widzom przedstawiano także skecze i sztuki „demaskujące imperializm amerykański”. Sztuka Dwa światy – dwie kultury „miała słuszne założenie przeciwstawienia zdziczeniu kultury amerykańskiej, naszego rozwoju i kultury. W repertuarze znalazły się także sztuki o tematyce młodzieżowej i sugestywnych tytułach: Wańka monter, Timur i jego drużyna, Młoda Warszawa i Wspólnymi siłami.

Prasa

W celu prowadzenia prasówek i wykonywania fotogazetek jaworznickie więzienie prenumerowało następujące gazety i czasopisma: „Trybuna Ludu”, „Sztandar Młodych”, „Przyjaźń”, „Świat”, „Żołnierz Polski”, „Szpilki”, „Mucha”, „Sowieckij Sojuz”, „Ogoniok” i „Krokodil”. Wiosną 1952 roku dział polityczno-wychowawczy zamówił 130 egzemplarzy „Sztandaru Młodych” z przeznaczeniem do czytania w każdej celi: „Te egzemplarze gazet miały typowe i zakreślane artykuły do obowiązkowego, głośnego czytania. Głośne czytanie przeprowadzał młody aktywista – oświatowiec, z którym w ciągłym kontakcie był prelegent odpowiedzialny za grupę i udzielał mu pomocy w niezrozumiałych kwestiach, jakie wyłaniały się w dyskusji w celach”. W jaworznickim więzieniu wydawano gazetkę „Błyskawica”, która szczególnie szeroko nagłaśniała przypadki „nawróceń wśród więźniów”, co miało stanowić potwierdzenie na słuszność i skuteczność prowadzonych w więzieniu działań polityczno-wychowawczych.

Film

Większość spośród kilkudziesięciu filmów, wyświetlanych każdego roku w więziennym kinie stanowiła uzupełnienie treści ideowych, przekazywanych na prasówkach i przez radiowęzeł. W sprawozdaniu z pracy wychowawczej i kulturalno-oświatowej za rok 1952 rok stwierdzono, że „szczególną pomoc dały filmy dokumentalne o Chinach Ludowych, NRD, Warszawie, Zlocie Młodych Przodowników Pracy i Zlocie Berlińskim. Radzieckie filmy fabularne i dokumentalne zapoznają więźniów z życiem i pracą narodów radzieckich. Duże zainteresowanie budzą filmy polskie, np. Gromada – wywołał on długą dyskusję o wzroście naszej kinematografii oraz o walce klasowej na wsi”.

Kółko literackie

Kółko literackie było przedstawiane przez kierownictwo więzienia, jako przykład możliwości samodoskonalenia więźniów. 25 członków kółka, w 1952 roku, przygotowało ponad 150 tekstów literackich. Pracownicy polityczno-wychowawczy uznali, że jedynie trzy teksty „wykazują dobry styl i ciekawą tematykę, związaną z przeobrażeniami dokonującymi się w umysłach więźniów. Były to: Kuźnia Bednarza, Ballada o tokarzu i frezerze Maciąga i Zwykła niedziela Strilcowa, które następnie propagowano wśród więźniów.

Chór

Więzienny chór liczył około 60 osób. Dla wielu próby chóru były okazją do uniknięcia udziału w prasówkach. W repertuarze przeważały masowe pieśni ludowe polskie i radzieckie.

Inwigilacja

Więzienie dla młodocianych w Jaworznie charakteryzowało się niezwykle rozbudowanym systemem inwigilacji więźniów, który miał za zadanie rozbicie solidaryzmu i ułatwienie wychowania ich na zwolenników nowego ustroju. Kontrolę nad więziennym systemem inwigilacji mieli pracownicy działu bezpieczeństwa, nazywani specami lub „wujkami”.

Szczególną uwagę należy poświęcić zjawiskom donosicielstwa i tzw. „aktywu”. Zachowania więźniów współpracujących z działem bezpieczeństwa opisuje były więzień Aleksander Wojtylak:

„Wracam do sprawy kapusiów. Różny był ich poziom i różny sposób działania. Do ulubionych ról, w które się wcielali, było odgrywanie wszelkiego rodzaju tanich bohaterów, rozrabiaczy, pyskaczy, awanturników. Te komedie rozgrywali z talentem, wciągali do gry naiwnych lub, co gorsza, znajdowali naśladowców. Inni, spokojni, kreślili tylko sylwetki polityczne kolegów lub nastroje w sali.

Do niebezpiecznych i szczególnie nieprzyjemnych przypadków należały prowokacyjne wrabiania, stosowane w celu osaczenia, odizolowania od reszty grupy. Byłem salowym z wyboru kolegów. Po dniu pracy wróciliśmy do domu. Włączyli nam radiowęzeł ze swoimi pieśniami i komunikatami. Nie pozwalały myśleć i mieliśmy tego dość, ale wyłączenie głośnika sprowadzało duże przykrości dla wszystkich. I w takim momencie rosły kolega Z.R. wyciągnął wtyczkę. Wiedziałem, że to prowokacja i kim jest bohater. Kazałem mu włączyć głośnik (wolałem żeby go rozbił). Obrzucił mnie kilkoma słowami, tak aby wszyscy słyszeli i włączył tę parszywą szczekaczkę. Sprawa była zbyt oczywista i przeszła dla mnie bez echa.

(…) Niektórzy przyjeżdżali do Jaworzna już z odpowiednim dorobkiem i sławą. Jeśli wrzucono do naszego grona takiego zucha, to wystarczyło kilka dni, czasem tygodni na rozpracowanie. (…) Rozpracowany był dla nas niewidzialny. Zwykle szybko znikał. Ale mieliśmy też takich wiernych, spokojnych, przyjacielskich. Towarzyszyli nam i zapewne co kilka miesięcy nakreślali „wujowi” nasze sylwetki polityczne (…).

Co skłaniało tych różnych chłopców do spełniania tej niechlubnej roli? Najpotężniejszym czynnikiem był strach wyniesiony jeszcze ze śledztwa. Uważam, że już wtedy oprawcy notowali swoje spostrzeżenia, które później notowali „wujowie”. Następnie – egoizm (co tam inni, nie ma frajerów). A w ogóle brak zasad”.

Poza nieznaną liczbą więźniów zwerbowanych do współpracy, władze więzienia miały do pomocy kilkusetosobową grupę byłych aktywistów, prominentów, oficerów i pracowników UB, KBW, Informacji Wojskowej – skazanych najczęściej za nadużycie władzy. Stanowili oni nieocenioną wartość dla kierownictwa więzienia w procesie inwigilacji, dalej czuli się zagorzałymi komunistami. Wielu z nich tworzyło tzw. „aktyw”, jego członkowie podejmowali wszelkiego rodzaju – często nierealne – zobowiązania do wykonania zadań produkcyjnych przed terminem lub przekraczania zawyżonych norm prac, które powodowały podwyższenie norm dla pozostałych więźniów. Niewykonywanie norm było przyczyną różnego rodzaju represji.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Wojna koreańska

Jednym z niewyjaśnionych zagadnień związanych z jaworznickim więzieniem był pomysł wysłania jednostki złożonej z młodocianych więźniów na wojnę do Korei. Plan narodził się w kierownictwie MBP wiosną 1951 roku. Informacje na jego temat podaje w swojej książce Mateusz Wyrwich, opiera się na zeznaniach byłego oficera kontrwywiadu Zbigniewa M., który z ramienia ministerstwa miał kierować całą akcją:

„Następnego dnia dowiedziałem się na odprawie, że tymi żołnierzami mają być więźniowie Jaworzna. Ja zaś mam ich w ciągu trzech miesięcy przeszkolić. (…) Każdy z przyszłych jaworzniackich „żołnierzy” był przez nas dokładnie rozpracowany pod względem psychologicznym. Co kilka dni dostawaliśmy raporty z Jaworzna o nastrojach więźniów”.

Cel stworzenia jednostki wojskowej z więźniów wyjaśnił członek ścisłego kierownictwa MBP: „Tu nie chodzi o ich siłę bojową, ale o to by zobaczyli jak Ci Amerykanie strzelają do nich jak do kaczek. Niech giną z rąk tych, których tak bardzo kochają”. W trzymiesięcznych ćwiczeniach – rozpoczętych w listopadzie 1951 roku – miało wziąć udział około 1600 więźniów. Ćwiczenia z musztry wspomina były więzień Jerzy Pruszyński: „Wyglądało dość żałośnie, bo chodziliśmy w drewniakach. Zmuszano nas do śpiewania jakichś piosenek chwalących socjalizm i ZSRR. (…) Powiedzieli nam tylko, że mamy możliwość zrehabilitowania się służbą w wojsku i, że ojczyzna ludowa wyciągnęła do nas rękę, dając nam lepsze warunki”. Zajęcia z musztry i posługiwania się bronią (drewnianą) prowadzono do lutego 1952 roku, kiedy – z przyczyn nieznanych Zbigniewowi M. – zrezygnowano z pomysłu.

Jeden z dokumentów Wydziału Więziennictwa MBP mówi o prowadzeniu zajęć wojskowych w więzieniu w Jaworznie, które nie miały związku z wojną koreańską:

„W związku z potrzebą wprowadzenia pewnych elementów dyscypliny wojskowej wydaje się słuszną (sic!), aby rozważyć możliwość wprowadzenia pracy SP [Służba Polsce – przyp. red.] do ośrodka w Jaworznie. Należałoby ściągnąć do Jaworzna odpowiedzialnego pracownika SP, który zacząłby formować spośród najbardziej na to zasługujących więźniów brygadę SP. Należenie do brygady byłoby pewnego rodzaju przywilejem. Uczestnicy brygady korzystaliby z form pracy SP-sowskiej, a więc ze sportu, życia świetlicowego itp. Mieliby ponadto prawo, po przyjściu z pracy, przebrania się w mundury SP, przydzielone im indywidualnie. Niewątpliwie tego rodzaju próba może nasunąć szereg zastrzeżeń w związku z niebezpieczeństwem ucieczki, tym niemniej wydaje się, że warto pójść na ryzyko i zastosować tę metodę”.

Utworzenie w jaworznickim więzieniu jednostki Służby Polsce wydaje się bardziej prawdopodobne niż wysłanie jednostki wojskowej złożonej z więźniów do Korei. W tym samym czasie zdecydowano o realizacji eksperymentu pedagogicznego, który miał pomóc w resocjalizacji więźniów. Ponadto MBP posiadało prostsze i tańsze środki wyniszczenia niepokornej młodzieży niż wysyłanie jej na drugi koniec świata.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.
Mateusz Wyrwich, Łagier Jaworzno. Z dziejów czerwonego terroru, Warszawa 1995.

Więźniowie polityczni

Więźniowie polityczni trafili do Jaworzna wiosną i latem 1951 roku w liczbie około 1.500 osób. Jako polityczne uznano artykuły 85, 86, 87, 88, i 89 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego oraz artykuły 1, 2, 3, 4, 5, 7, 11, 13, 14 i 18 Dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa, zwanego Małym Kodeksem Karnym.

Młodociani więźniowie polityczni osadzeni w Jaworznie pochodzili z prawie wszystkich warstw i środowisk społeczeństwa polskiego. Wychowani w duchu patriotycznym, często ze swoimi rodzinami stawali się obiektem represji ze strony władz komunistycznych. Znaczną grupę więźniów stanowili mieszkańcy przedwojennych Kresów. Tworzona po wojnie nowa władza – stosująca te same metody, co sowiecki okupant – stała się dla nich ucieleśnieniem zdrady tradycji niepodległościowych, w których wyrastali.

Młodociani więźniowie polityczni byli zafascynowani nowym typem bohatera – żołnierzem AK i powstańcem warszawskim. Podziwiali – szczególnie potępianych przez władzę – „Zaporę”, „Łupaszkę” i „Ognia”. Jednocześnie to pokolenie miało swoiste poczucie winy za niemożność wzięcia udziału w wojnie. Wola walki ze znienawidzonym ustrojem skutkowała tworzeniem młodzieżowych organizacji niepodległościowych, opartych na konspiracyjnych wzorcach. W 1951 i 1952 roku więźniowie polityczni stanowili największą grupę więźniów Jaworzna. W następnych latach liczba więźniów kryminalnych przewyższyła liczbę więźniów politycznych, jednak ta druga grupa nadawała ton więziennemu życiu. Zdarzały się sytuacje, gdy młodociany więzień kryminalny zapytany za co siedzi, odpowiedział: „za nielegalną organizację”.

Tabela 7: Młodociani więźniowie polityczni w Polsce
ROK LICZBA WIĘŹNIÓW MŁODOCIANYCH W POLSCE LICZBA WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH
XII 1951 5.384 2.347
XII 1952 3.251 1.353
VII 1953 5.103 1.055
I 1954 5.414 1.327
Źródło: K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999, s. 73.
Tabela 8: Więźniowie polityczni w Jaworznie
ROK LICZBA WIĘŹNIÓW PRZYBYŁYCH LICZBA WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH STOSUNEK PROCENTOWY
1951 2.253 1.525 67%
1952 610 231 37%
1953 2.964 935 32%
1954 2.468 334 13%
1955 1.964 391 20%
RAZEM 10.223 3.416 33%
Źródło: K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999, s. 73.

W pierwszym roku istnienia więzienia dla młodocianych, w Jaworznie przebywało, w nim ponad 40% wszystkich młodocianych więźniów, w kraju. W następnych latach ten stosunek spadał. W ciągu 5 lat działania jaworznickiego więzienia osadzono, w nim i poddawano próbom resocjalizacji około 3.500 więźniów politycznych, przeważnie członków młodzieżowych organizacji niepodległościowych z terenu całego kraju.

Tabela 9: Zestawienie danych o najwyższych wyrokach
ROK
WYROK
10 LAT 11 LAT 12 LAT 13 LAT 14 LAT 15 LAT 16 LAT
1951 197 10 14 0 0 0 0
1952 51 1 12 0 0 8 0
1953 88 5 28 2 1 7 1
1954 54 3 12 2 0 5 0
1955 44 3 5 3 0 1 0
RAZEM 434 22 71 7 1 21 1
Źródło: K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999, s. 111.

W rzeczywistości wyroki młodocianych były jeszcze wyższe, bowiem dane z powyższej tabeli obrazują wysokość wyroku w chwili przybycia do Jaworzna. Tymczasem większość z nich miała za sobą kilkuletnie pobyty w innych więzieniach. Gdyby nieogłoszona w 1956 roku amnestia i likwidacja więzienia w Jaworznie, ostatni z młodocianych opuściłby to miejsce wiosną 1969 roku. W większości byliby to więźniowie polityczni, którym zasądzano bardzo surowe wyroki, ich wysokość była niejednokrotnie równa wiekowi skazanego. Wojskowy Sąd Rejonowy w Bydgoszczy, w 1949 roku, skazał 16-letniego Jerzego Wilczyńskiego na 15 lat więzienia, identyczną karę wymierzył, w 1950 roku, Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku 16-letniemu Mieczysławowi Drzymale.

Tabela 10: Struktura wiekowa więźniów więzienia w Jaworznie
ROK LICZBA WIĘŹNIÓW PRZYBYŁYCH WIĘŹNIOWIE PONIŻEJ 18 ROKU ŻYCIA WIĘŹNIOWIEPOWYŻEJ 21 ROKU ŻYCIA
1951 2.253 74 98
1952 610 5 71
1953 2.928 132 171
1954 2.468 79 157
1955 1.964 121 389
RAZEM 10.223 411 886
Źródło: K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999, s. 73.

Tabelę nr 10 skonstruowano w oparciu o kryterium, w którym zestawiono miesiąc i rok urodzenia skazanego z datą przybycia do Jaworzna. Obie grupy więźniów, nawet łącznie, stanowiły niewiele ponad 10% ogółu skazanych.

W dokumentach archiwalnych brak informacji o osadzonych w Jaworznie poniżej 16 roku życia, mimo że w wytycznych na 1953 rok nakazywano wszystkich nieletnich, w wieku poniżej 16 lat, skazanych na karę więzienia kierować tylko do więzienia w Jaworznie. Natomiast jeden z byłych więźniów wspomina:

„Latem 1953 roku przed piekarnią więzienną w Jaworznie zamiatał ulicę. Miał upośledzony chód. Miał miotłę i dużą taczkę w stosunku do swojej postury. Współwięźniowie mówili o nim, że ma 12 lat i jest Romem. Mówili również, że siedział za usiłowanie spalenia dobytku sekretarza partii, gdzieś na Śląsku”.

Więźniowie powyżej 21 roku życia tworzyli blisko tysiącosobową grupę, znaczna ich część miała 22 – 23 lata. Znajdowały się wśród nich osoby mające wyższe wykształcenie, które z reguły były zatrudniane na stanowiskach kierowników działów pracy, instruktorów i wykładowców w więziennym technikum i szkole zawodowej. Starsi więźniowie trafili do jaworznickiego więzienia w chwili jego powstania, w 1951 roku osadzono inżynierów: Henryka Iwańskiego, Andrzeja Pilarczyka, Witolda Jańczyka-Winowicza oraz architekta Czesława Kellera. W 1952 roku, osadzono 7 kolejnych inżynierów mechaników lub inżynierów budownictwa – prawdopodobnie nadzorujących prace budowlane na terenie więzienia – Tadeusza Paczyńskiego, Wacława Chlewickiego, Ernesta Garnysza, Kazimierza Pałysa, Alfonsa Warzechę, Jerzego Hibnera i Aleksandra Ulickiego. Do 1955 roku, do więzienia w Jaworznie skierowano jeszcze kilkunastu inżynierów.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Więźniowie kryminalni

Podziału na więźniów politycznych i kryminalnych dokonano w oparciu o zapisy w księdze głównej więzienia w Jaworznie, zawierającej informacje o prawnej kwalifikacji czynu każdego z młodocianych. Jednocześnie należy mieć świadomość o zastrzeżeniach, co do stosowania przepisów prawa w Polsce, w latach 1945 – 1956. Do więźniów kryminalnych zaliczono wyłącznie osoby skazane na podstawie przepisów Kodeksu Karnego.

W trakcie istnienia więzienia zmieniały się proporcje więźniów politycznych i karnych. Różnie układały się relacje między nimi:

„Współżycie pomiędzy dwoma kategoriami więźniów układało się w zasadzie poprawnie – wspomina Zygmunt Kural – ponieważ wszyscy byliśmy poddani tym samym rygorom. Jednak stały kontakt przeciętnego więźnia politycznego ze zdeklarowanym autentycznym, wprawdzie młodocianym, ale zbrodniarzem, w rozumieniu nie tylko tamtych lat, ale w rozumieniu absolutnie powszechnym, było jakimś rodzajem dyskomfortu dla tego pierwszego. Dobrze jeśli to było tylko dyskomfortem i na tym się kończyło. Trzeba było mieć jednak sporo odporności, by nie nasiąknąć otoczeniem lub w nie wsiąknąć. To właśnie w tym miejscu tkwi moim zdaniem największe zło tworu zorganizowanego w Jaworznie”.

W 1951 roku udział więźniów kryminalnych w ogólnej liczbie więźniów był stosunkowo niewielki, w WSTECZch latach oscylował już w okolicach 50%.

Tabela 11: Więźniowie kryminalni w więzieniu w Jaworznie
ROK LICZBA WIĘŹNIÓW PRZYBYŁYCH LICZBA WIĘŹNIÓW KRYMINALNYCH STOSUNEK PROCENTOWY
1951 2.253 581 25%
1952 610 330 54%
1953 2.928 1.540 52%
1954 2.468 1.201 48%
1955 1.964 907 46%
RAZEM 10.223 4559 45%
Źródło: K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999, s. 115.

Największą grupę wśród więźniów karnych stanowili skazani za popełnienie przestępstw ujętych w rozdziale XXXIX Kodeksu Karnego, który mówił o przestępstwach przeciwko mieniu. Najczęściej skazani odpowiadali z artykułów: 257 KK (kradzież), 258 KK (kradzież rozbójnicza), 236 KK (ciężkie uszkodzenie ciała), 237 KK (lekkie uszkodzenie ciała) 240 KK (bójka lub pobicie) i 241 KK (użycie w bójce niebezpiecznego narzędzia).

Stale wzrastała liczba osadzonych za popełnienie najcięższych przestępstw. W 1955 roku, liczba skazanych za zabójstwo była prawie dwukrotnie wyższa od liczby w 1951 roku. Natomiast w przypadku skazanych z art. 236 KK (ciężkie uszkodzenie ciała) odnotowano blisko dziesięciokrotny wzrost.

Tabela 12: Przykłady wybranych przestępstw kryminalnych w 1955 r
ARTYKUŁ OKREŚLENIE PRZESTĘPSTWA LICZBA SKAZANYCH
257 KK kradzież 327
240 KK bójka lub pobicie 160
259 KK rabunek 138
241 KK bójka z użyciem niebezpiecznego narzędzia 57
236 KK ciężkie uszkodzenie ciała 52
237 KK lekkie uszkodzenie ciała 38
225 KK zabójstwo 33
204 KK gwałt 17
203 KK czyny nierządne z nieletnimi 14
Źródło: K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999, s. 115.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Pozostałe grupy więźniów osadzonych w więzieniu w Jaworznie

Poza więźniami politycznymi i kryminalnymi do więzienia w Jaworznie kierowano skazanych z art. 23 Rozporządzenia Prezydenta RP o nielegalnym przekraczaniu granicy oraz więźniów skazanych z Dekretu z 4 marca 1953 roku. W księdze więźniów nie wskazano, który z czterech wydanych tego dnia dekretów stanowi podstawę skazania, a były to dekrety o: wzmożeniu walki z produkcją złej jakości, o ochronie interesów nabywców w obrocie handlowym, o wzmożeniu ochrony własności społecznej oraz dekret o ochronie własności społecznej przed drobnymi kradzieżami. Tego dnia wydano również dekret o uzupełnieniu przepisów karnych w sprawach o niewykonanie dostaw obowiązkowych, który dotknął wielu chłopów, niemogących podołać wygórowanym limitom dostaw dla państwa. Liczba skazanych na podstawie dekretów z 4 marca 1953 roku stale rosła, osiągając w 1955 roku wielkość 606 osób.

Tabela 13: Więźniowie skazani za nielegalne przekroczenie granicy
ROK LICZBA SKAZANYCH
1951 39
1952 36
1953 70
1954 68
1955 43
RAZEM 256
Źródło: K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999, s. 115.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Sprawa gryficka

Kolejną grupę więźniów stanowili skazani z art. 125 – 139 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego (przestępstwa przeciwko karności), art. 140 – 147 KKWP (nadużycie władzy) – w tej grupie znalazło się wielu funkcjonariuszy UB i MO – i art. 148 – 162 KKWP (przestępstwa przeciwko szczególnym obowiązkom służbowym. Najbardziej znaną grupę starszych więźniów w Jaworznie stanowili aktywiści partyjni ze „sprawy gryfickiej”, na których czele stał Stanisław Grosinger – członek KC PZPR. Grosinger trafił do Jaworzna w lipcu 1951 roku, został skazany przez Sąd Wojewódzki w Szczecinie z art. 263, par. 1 Kodeksu Karnego na 5 lat więzienia. Mając odpowiednie przygotowanie, przejął prowadzenie pogadanek politycznych po innym specjalnym więźniu Aleksandrze Omiljanowiczu.

Od 1949 roku w powiecie gryfickim trwał proces kolektywizacji. W 1950 roku, doszło do nadużyć przy skupie zboża, rolnikom zabrano bezprawnie ponad 7 ton ziarna. Opornych chłopów zamykano nawet do aresztu. W tym czasie powiatowy zarząd Związku Młodzieży Polskiej w Gryficach rozpoczął akcje poszukiwania zboża, utworzono trójki zbożowe i brygady młodzieżowe. W kilku wytypowanych wsiach przeprowadzono kilkadziesiąt rewizji, w budynkach mieszkalnych i gospodarczych. W trakcie przeszukiwań rolników więziono, w osobnych budynkach, stosowano przemoc fizyczną, zastraszano, dewastowano mienie (szczególnie maszyny rolnicze) dopuszczano się aktów chuligaństwa i kradzieży.

W kwietniu 1951 roku, do KC PZPR wpłynęła skarga trzech poszkodowanych rolników. Powołano komisję, która miała ocenić skalę nadużyć i zniszczeń, po zapoznaniu się z dowodami komisja poleciła aresztować głównych sprawców nadużyć, w tym I sekretarza KP PZPR w Gryficach, szefa powiatowego UBP i aktywistów ZMP. W maju 1951 roku, odbył się pokazowy proces przed Sądem Najwyższym, który uznał krzywdy 7 rolników. 5 głównych sprawców skazano na kary pozbawienia wolności w wysokości 4 – 5 lat, natomiast ośmiu działaczy młodzieżowych na kary 1 – 2 lat. Część z nich osadzono w więzieniu dla młodocianych w Jaworznie, gdzie prowadzili pogadanki polityczne lub stanowili tzw. „aktyw”, sztucznie zawyżający normy pracy i współpracujący z kierownictwem więzienia.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Funkcjonariusze służby więziennej

Jednym z założeń eksperymentu pedagogicznego realizowanego w Jaworznie było zatrudnienie odpowiednio dobranej i przygotowanej kadry. Do pracy z młodocianymi więźniami zaangażowano absolwentów szkół dla pracowników więziennictwa z Iławy i Szczypiorna. Na stanowiskach nauczycielskich zatrudniono absolwentów liceów pedagogicznych. Szczególną uwagę skoncentrowano na pracownikach polityczno-wychowawczych, od których wymagano wysokiej świadomości politycznej i umiejętności praktycznej realizacji założeń Antoniego Makarenki.

W jaworznickim więzieniu – w zależności od aktualnej liczebności więźniów – na jednego pracownika działu polityczno-wychowawczego przypadało od 100 do 200 więźniów, podczas gdy wytyczne Departamentu Więziennictwa zakładały, że będzie to maksymalnie 100 więźniów. Podobne problemy dotyczyły obsady stanowisk w cały więzieniu. W początkowym okresie jego istnienie przewidywano utworzenie 242 etatów, natomiast w III kwartale 1952 roku służbę, w więzieniu pełniło 172 pracowników, a do końca roku stan obniżył się do 155 osób. Problemem – oprócz brakujących pracowników – były niskie kwalifikacje już zatrudnionych. Duża liczba więźniów – zatrudnionych w wielu działach pracy na terenie więzienia oraz w kilku kopalniach – wymusiła konieczność zwiększenia liczby funkcjonariuszy do planowanych 441 osób. Jednak najwyższy, rzeczywisty stan załogi więzienia nie przekroczył nigdy liczby 394 osób.

Stosunek funkcjonariuszy do młodocianych więźniów tylko w nielicznych przypadkach można uznać za poprawny. Po latach Jerzy Pruszyński stwierdził: „(…) odnosiło się wrażenie, że pracownicy więzienia mają do nas pretensje, że chcą na nas odbić wszystkie swoje niepowodzenia. Oficjalne nastawienie było wrogie. Wielu przychodziło na służbę po pijaństwie, czuć było odór alkoholu”.

Równie niepokojącą ocenę poziomu funkcjonariuszy więzienia w Jaworznie zawarł – w protokole z kontroli po buncie z maja 1955 roku – prokurator z Chrzanowa:

„Funkcjonariusze SW zbytnio kumali się z więźniami, pili wódkę ze zwalnianymi z więzienia itp. Wymownym tego przykładem jest funkcjonariusz SW, były wychowawca grupy więźniów kpr. Pierzak Jan, który – jak ustalono – przyjmował więźniów u siebie w domu prywatnym, raczył ich wódką, wysyłał z pominięciem właściwej drogi paczki odzieżowe do rodzin skazanych, przyjmował od więźniów bieliznę kradzioną przez nich, nawet zażądał od więźnia skombinowania dla niego 10.000 złotych, potrzebnych mu rzekomo z okazji zamierzonego ślubu. (…) Naczelnik więzienia wspominał o stwierdzonych faktach przychodzenia funkcjonariuszy na służbę w stanie nietrzeźwym. Nawet dyr. Jurze, podczas jego pobytu w Jaworznie, skradziono z gabinetu naczelnika więzienia płaszcz letni, gabardynowy, który później odnaleziono w piwnicy, w słomie, w miejscu dostępnym wyłącznie dla funkcjonariuszy”.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Kpt. Salomon Morel

Był naczelnikiem więzienia dla młodocianych w Jaworznie, w początkowym okresie jego istnienia, do 19 października 1951 roku.

Urodził się 15 listopada 1919 roku w Grabowie, powiat Puławy, w rodzinie żydowskiego piekarza. Jak podaje w swoim życiorysie: „W grudniu 1942 roku faszyści niemieccy przy pomocy policji granatowej rozstrzeliwują ojca, matkę i jednego brata”. Po tym wydarzeniu Salomon, razem z najstarszym bratem Izaakiem, dołączył do oddziału Gwardii Ludowej im. Hołody. W lipcu 1944 roku razem z innymi członkami GL tworzył pierwsze struktury MO.

Jeszcze latem 1944 roku Morel rozpoczął pracę jako strażnik w więzieniu na lubelskim zamku. Od listopada 1944 roku pracował w więzieniu, w Tarnobrzegu. 15 lutego 1945 roku, razem z grupą operacyjną, wyjechał na Górny Śląsk, gdzie objął stanowisko naczelnika obozu w Świętochłowicach – Zgodzie. Do czasu pracy w jaworznickim więzieniu kierował zakładami karnymi na Śląsku (Opole, Racibórz, Katowice). 1 stycznia 1949 roku, został komendantem Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, przekształconego w 1951 roku, w więzienie dla młodocianych. Pracę w Jaworznie zakończył, w październiku 1951 roku, a według niektórych źródeł w listopadzie 1951 roku.

Do czerwca 1953 roku pozostawał na stanowisku naczelnika więzienia w Iławie. Od czerwca 1953 do marca 1955 roku pełnił funkcję zastępcy naczelnika Wydziału Więziennictwa WUBP w Katowicach. Następnie był naczelnikiem wydziału polityczno-wychowawczego Delegatury Centralnego Zarządu Więziennictwa w Chorzowie. Od stycznia 1958 roku do przejścia na emeryturę w maju 1968 roku był naczelnikiem więzienia w Katowicach.

Morel był absolwentem Liceum Ogólnokształcącego w Katowicach (1949 rok) oraz magistrem prawa. W 1964 roku na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego obronił pracę magisterską pt. „Praca więźniów i jej znaczenie”.

W 1992 roku Główna Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie wszczęła postępowanie, w sprawie zbrodni popełnionych, w Obozie Pracy w Świętochłowicach – Zgodzie, którego naczelnikiem, w 1945 roku był Salomon Morel. Zeznający świadek po latach wspominał:

„Morel mówił dobrze po niemiecku i na przywitanie powiedział nam, że tu zrozumiemy czym był Auschwitz, a on na urodziny naszego führera przygotuje nam specjalny prezent. W marcu i kwietniu 1945 roku chodził co noc razem ze swoją obstawą do bloku nr 7, tzw. brunatnego baraku, gdzie siedzieli podejrzani o przynależność do NSDAP, kazał im podnosić prawą rękę, wołać Heil Hitler i śpiewać pieśń Horsta Wessela. W czasie śpiewu jeńców bito. W brązowym baraku znajdowało się około 600 więźniów i dlatego Morel do pomocy zapraszał ludzi z WUBP, najczęściej w piątki i soboty. Czasami przed akcją pili wódkę. (…) Spaliśmy na zawszonych siennikach, po czterech na jednym łóżku. Łóżka były piętrowe, tak że nieraz deski się załamywały i ludzie spadali na siebie. Zdarzało się, że rano budziliśmy się koło trupów”.

Akt oskarżenia zarzuca Salomonowi Morelowi, poza szeregiem przykładów fizycznego i psychicznego znęcania się nad więźniami, że:

„W okresie od miesiąca lutego do miesiąca listopada 1945 roku w Świętochłowicach, jako komendant w Obozie Pracy w Świętochłowicach – Zgodzie, sprowadził niebezpieczeństwo powszechne dla życia i zdrowia więźniów przebywających w tym obozie, przez to, że nie zapewnił należytych warunków bytowych, wprowadzając rażąco niskie racje żywnościowe, jak również elementarnych warunków sanitarno-higienicznych, które były ekstremalnie trudne, co w konsekwencji doprowadziło do powszechnego rozszerzenia się epidemii chorób zakaźnych w postaci czerwonki i tyfusu, przy czym trwającej i szerzącej się epidemii nie przeciwdziałał”.

Nagłośnienie sprawy Morela spowodowało jego ucieczkę do Izraela w 1994 roku. W związku z jego wyjazdem z kraju oraz zakończeniem śledztwa, 17 grudnia 1996 roku, za Salomonem Morelem rozesłano międzynarodowy list gończy. W lutym 1996 roku, do Ministra Sprawiedliwości Izraela trafił wniosek o ekstradycję Morela, który został odrzucony. Kolejny wniosek ekstradycyjny, złożony w 2005 roku, również został odrzucony. Salomon Morel zmarł w 2007 roku, w Tel Awiwie.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Por. Zdzisław Jędrzejewski

Był naczelnikiem więzienia dla młodocianych w Jaworznie od 20 listopada 1951 do 31 października 1954 roku.

Urodził się 25 lutego 1922 roku we Włocławku. W czasie wojny ukrywał się i pracował w Łodzi, jako stolarz. Po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną znalazł się w grupie zabezpieczającej, a następnie organizującej więzienie przy ul. Gdańskiej, gdzie później pracował, jako strażnik i kierownik działu administracyjnego. W latach 1946 – 1947 był naczelnikiem więzienia, w Prudniku, następnie do 1950 roku pracował, jako referent i inspektor Wydziału Więziennictwa WUBP w Katowicach. 15 września 1950 roku, został mianowany naczelnikiem więzienia w Iławie. 20 listopada 1951 roku, został naczelnikiem więzienia dla młodocianych w Jaworznie, do którego został „(…) wytypowany jako najlepszy z naczelników”.

W charakterystykach personalnych często podkreślano duże wyrobienie polityczne Jędrzejewskiego, całkowite oddanie ustrojowi, dużą samodzielność w pracy i ciągłe podnoszenie kwalifikacji. Z tą pozytywną opinią kontrastuje duża ilość nagan udzielonych przez kierownictwo WUBP w Krakowie i Departamentu Więziennictwa. We wniosku o przeniesienie z listopada 1954 roku stwierdzono, że „St. Insp. Jędrzejewski (…) w pracy swej napotkał na szereg trudności na tak poważnym odcinku pracy, jakim jest więzienie Jaworzno i dlatego nie gwarantuje należytego zabezpieczenia jednostki i pracy politycznej wśród więźniów młodocianych”.

Po przeniesieniu z Jaworzna pracował w Departamencie Więziennictwa i Centralnym Zarządzie Więziennictwa. Był również naczelnikiem, kolejno, Centralnego Więzienia Warszawa II, Warszawa I i Warszawa III do 1964 roku. Decyzją Ministra Sprawiedliwości, w 1968 roku, został dyscyplinarnie wydalony ze służby więziennej.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Kpt. Mikołaj Ilkiewicz

Był naczelnikiem więzienia w Jaworznie od 1 października 1954 do 1 stycznia 1956.

Urodził się 7 listopada 1925 roku we wsi Urzecze, powiat Wilejka. Pochodził z niezamożnej rodziny polsko-bialoruskiej. W grudniu 1943 roku, aresztowany przez Niemców za współpracę z oddziałami partyzantki radzieckiej. W czerwcu 1944 roku, wywieziony do Francji w rejon Calais, gdzie został wyzwolony przez amię amerykańską. W czerwcu 1945 roku, został strażnikiem w obozach NKWD dla jeńców niemieckich, w radzieckiej strefie okupacyjnej. Latem 1946 roku powrócił do Polski i rozpoczął pracę w więzieniu, w Goleniowie. Ukończył kursy specjalne dla strażników organizowane przez WUBP w Szczecinie i Centrum Szkolenie MBP. Pracował w Departamencie Więziennictwa MBP, gdzie ostatecznie został naczelnikiem Wydziału Polityczno-Wychowawczego. Do więzienia w Jaworznie został skierowany „wobec zachodzącej konieczności wzmożenia i postawienia pracy na należytym poziomie”.

Z chwilą przekształcenia więzienia dla młodocianych w Centralne Więzienie Jaworzno objął stanowisko zastępcy naczelnika więzienia, które pełnił do sierpnia 1956 roku. Następnie był naczelnikiem więzienia dla młodocianych w Iławie i prowadził szkolenia w Centralnym Zarządzie Więziennictwa.

Praca

Władze Departamentu Więziennictwa MBP – wzorując się na radzieckiej polityce poprawczej poprzez pracę (Isprawitielno – trudowaja polityka), głoszącej, że podstawowym elementem życia więziennego jest praca – w projekcie organizacji więzienia w Jaworznie stwierdzały: „Wszyscy więźniowie pracują. Praca winna być organizowana na zasadach socjalistycznych”. Polskie prawo za jedyną formę kary uznawało pozbawienie wolności, nie występowały w nim przepisy umożliwiające skierowanie skazanego do ciężkiej pracy fizycznej. Jednak była to powszechna praktyka, w powstającej od 1948 roku sieci ośrodków pracy więźniów i obozach dla internowanych.

Stworzenie w jaworznickim więzieniu zaplecza dla różnego rodzaju prac, stanowiło początkowo dla nowo przybyłych więźniów polepszenie warunków odbywania kary. Pojawienie się możliwości pracy, po długim okresie całkowitej izolacji i bezczynności, wydawało się być zmianą na lepsze. Dodatkową motywację stanowiła możliwość skrócenia czasu kary przez wydajną pracę. W krótkim czasie okazało się, że warunki pracy w kopalniach, dziale prefabrykacji i inwestycji zagrażają zdrowiu i życiu młodocianych, którzy – jak twierdził pierwszy naczelnik więzienia Salomon Morel – byli bandytami i dlatego ciężką pracą powinni się zrehabilitować za zbrodnie popełnione wobec Polski Ludowej. Wygórowane normy pracy, niedożywienie i brak środków ochronnych powodowały, że praca była rodzajem dodatkowej kary. Ów mechanizm opisuje Józef Tafliński:

„Byłem zatrudniony przy produkcji trylinek betonowych. Przy tej pracy, tak ciężkiej, brakowało mi sił. Byłem młody, dorastałem, a wyżywienie było bardzo złe. Żeby podołać tej pracy musiałem się bardzo wysilać. Czasami pracowałem resztkami sił, żeby wykonać nałożoną normę. Nie mogłem sobie pozwolić na zwolnienie z pracy, bo niewykonana norma powodowała zmniejszenie racji żywnościowych (głodowych). Jeżeli sytuacja by się powtarzała, to wtedy szło się za karę do karca. Koło się zamykało i nikt się tym nie przejmował. Kiedy jesteś wygłodzony i nie masz sił, to musisz za to ponieść karę. Nikt też nie dbał o nasze zdrowie, jeżeli byłem chory to lekarz więzienny nie dał mi zwolnienia. Jedynie ciężki wypadek był brany pod uwagę.

Wynagrodzenie za pracę więźniów regulowały umowy zawarte między MBP a ministerstwami górnictwa i budownictwa. 35% wynagrodzenia wpływało na konto B – depozyt więźnia, z którego mógł korzystać za zgodą władz więziennych. Wynagrodzenie więźniów – wynoszące przeciętnie 150 zł – było zróżnicowane w zależności od rodzaju wykonywanej pracy. Największe wynagrodzenie otrzymywali górnicy, natomiast więźniowie zatrudnieni przy pracach gospodarczych nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia. Również w tym wypadku oficjalne dane różnią się od informacji podawanych przez byłych więźniów. Juliusz Głuchowski informował, że przy zarobkach więźnia przekraczających kwotę 1260 zł zabierano na utrzymanie 630 zł. Pozostałą część dzielono na fundusz A (wypiski) i B (kwota wypłacana więźniowi przy wyjściu z więzienia). Gdy zarobki więźnia były niższe od 1260 zł na jego utrzymanie zabierano połowę wypracowanej kwoty.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Kopalnie

Pracę więźniów w kopalniach regulowały umowy zawarte pomiędzy Centralnym Zarządem Przemysłu Węglowego i Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego. Młodociani więźniowie byli zatrudnieni w kilku kopalniach, położonych w odległości do 13 km od więzienia. Były to kopalnie: „Komuna Paryska”, „Feliks”, „Sobieski”, „Bierut”, „Kościuszko-Nowa” i „Leopold”. Oficjalny czas pracy więźniów w kopalni wynosił 8 i 1/2 godziny, w rzeczywistości uzależniony był od stopnia realizacji przyjętego przez kierownictwo kopalń planu wydobycia. Naczelnik więzienia Zdzisław Jędrzejewski określił łączny czas pracy więźniów w kopalniach – wraz z ich transportem, myciem i przebieraniem się – na 12 godzin. Bardzo szybko, w celu optymalnego wykorzystania siły roboczej, więźniowie zaczęli pracować w systemie trzyzmianowym. Zmiana I – 5.45 – 14.30; zmiana II – 13.45 – 22.30; zmiana III – 21.45 – 6.30. Wszystkie kopalnie – za wyjątkiem „Komuny Paryskiej” – należały do tzw. kopalń mokrych. Najgorszą sławą cieszyła się kopalnia upadowa „Feliks”, znajdująca się w odległości 3 km od więzienia:

„(…) Na własną prośbę zacząłem pracę w kopalni węgla kamiennego Upadowa Feliks – relacjonował Hieronim Brusiło – chciałem tam pracować bez względu na panujące tam warunki, ponieważ w kopalni po wykonaniu normy zaliczano dzień za dwa. W tej kopalni to nawet szczurów nie było, ponieważ nie wytrzymywały warunków. Pracowaliśmy bez przerwy po kolana w wodzie.

Zimą, gdy były mrozy, a były i to duże, zwłaszcza gdy schodziliśmy z trzeciej zmiany, nim dojechaliśmy do więzienia zamienialiśmy się w sople lodu. Na kopalni pracowałem na przodkach, gdzie woda lała się jak z rynny. W zimie, w mróz, szliśmy na piechotę zmarznięci do więzienia, a na bramie rewizja. Tak, że ponad godzinę byliśmy na dworze. Jak weszliśmy do łaźni, to ubrania były tak sztywne, że stawialiśmy je i one stały”.

Udręką – bez względu na miejsce pracy – były powtarzane dwa razy dziennie procedury liczenia więźniów wychodzących i powracających z pracy. Niewłaściwy stan osobowy, nierówny szereg, głośny kaszel mogły być przyczyną przedłużenia postoju. Do dalej położonych kopalń – w tym do kopalni „Kościuszko – Nowa” – więźniów dowożono samochodami ciężarowymi, zabezpieczonymi drucianą siatką lub plandeką.

„Praca w kopalni Kościuszko była niesamowicie ciężka, trudna i niebezpieczna, na głębokości, jak się nie mylę, 315 metrów – wspominał Józef Poteraj – cały czas pracowaliśmy w płaszczach ochronnych. Woda lała się zewsząd. Nie było miejsca suchego. Byliśmy mokrzy pomimo płaszczy. W takim stanie przewożono nas z kopalni do łaźni na terenie więzienia, samochodami krytymi plandekami, a często i bez plandek. Zimową porą, jadąc około 13 km, schodziliśmy z samochodu zeskorupiali w lodzie. Każdy z nas był przeziębiony, zapadaliśmy na gruźlicę. Kaszel nas nie opuszczał. W łaźni nie zawsze woda była ciepła. Utarło się powiedzenie: spod rynny (kopalnia) pod zimny prysznic (łaźnia)”.

Transport więźniów do pracy w kopalniach odbywał się pod nadzorem strażników: „(…) wyprowadzano nas za bramę wolnościową, gdzie czekały samochody ciężarowe, obstawione strażnikami – wspominał Bogusław Kromer – w każdym samochodzie z tyłu siedziało dwóch strażników uzbrojonych w PM-y, oddzielonych od nas siatką. Po przyjeździe do kopalni samochody zatrzymywały się pod szybami. Cały teren na podszybiu był obstawiony. Wychodziliśmy z samochodów prosto do klatek i zjeżdżaliśmy na dół. Pracowaliśmy razem z górnikami wolnościowymi. Różnica polegała na tym, że tam, gdzie nie chciał iść górnik wolnościowy – posyłano nas (…).”

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Dział prefabrykacji

Prefabrykacja – obok górnictwa – była najcięższym działem pracy młodocianych, do którego – zgodnie z wytycznymi Departamentu Więziennictwa – kierowano więźniów „opornych w wychowaniu”. Ze wspomnień młodocianych zatrudnionych na prefabrykacji wyłania się jednoznaczny obraz tego miejsca:

„Norma dzienna na jedną osobę wynosiła 23 tony – wspominał Wojciech Dąbrowiecki – kazano mi ładować trylinkę. Była to praca na powietrzu i zabrałem się za nią z wielką chęcią. Jednak po jakowym jedzeniu siły były marne i szybko wypaliłem się do cna. Wartownik poganiał, należało się spieszyć, gdyż dość wcześnie po obiedzie przyjeżdżała lokomotywa i zabierała wagony. Za nie wykonanie pracy groziło pozbawienie jedzenia (lury – zupki) oraz karcer. Moje ręce krwawiły – opuszki palców zdzierał beton trylinki. Z każdym dniem było trudniej. Na ochronę rąk nie dostawało się rękawic lub jakichś zwykłych szmat. Darłem więc koszulę na kawałki i owijałem palce i całe dłonie. Bolało, a mimo to pracę należało wykonać, bez względu na pogodę. Przeklinałem słońce, które jak wielki sprzymierzeniec moich prześladowców, odbierało nam resztki sił. Natomiast deszcz powodował, że beton stawał się bardziej ostry, szlifując skórę jak osełka. Rozmoczona ziemia zapadała się pod nogami, oblepiała się na butach drewniakach, zmuszając do większego wysiłku, gdyż trylinkę, płyty chodnikowe, pustaki, lub inne wyroby betoniarskie trzeba było donosić do wagonu z odległości kilkudziesięciu metrów”.

Jeden dzień pracy był zaliczony za dwa po wykonaniu 115% normy, wynoszącej około 200% normy wolnościowej. Teoretycznie pracowano od 7.00 do 15.00 latem i od 8.00 do 16.00 zimą. Pracowano 6 dni w tygodniu, jednak, gdy do więzienia przybył kolejny transport po odbiór prefabrykatów, pracę prowadzono również w niedzielę i święta.

„W praktyce czas pracy na prefabrykacji uzależniony był od zapotrzebowania na wytwarzane prefabrykaty, tj. słynne belki DMS, bloczki, trylinki, pustaki DMS 55 i DMS 65 oraz nadproża, tzw. „elki” – relacjonował Eugeniusz Zarzycki – prefabrykaty te szły na budowę osiedla dla klawiszy w Jaworznie i na budowę mieszkań w Nowej Hucie. Belki DMS (stropowe) ważyły surowe od 200 do 300 kg w zależności do długości. Wywoziliśmy je we czwórkę. Dziennie załadowywaliśmy i rozładowywaliśmy ok. 150 sztuk. Czas trwania pracy wynosił 10 – 12, a nawet 14 godzin, bez względu na pogodę. Po ośmiu miesiącach pracy ze względu na przeciążenie kręgosłupa otrzymałem dwa razy zwolnienie od dra Miklaszewskiego i dwa razy pan naczelnik porwał mi je i rzucił do kosza twierdząc, że jak nie mam zwolnienia to już jestem zdrowy i mogę dalej pracować na prefabrykacji. Po odmowie dostałem miesiąc izolatki i twarde łoże”.

Henryk Żywicki opisuje szczegółowo produkcję trylinek: „Produkowaliśmy trylinki na stołach wibracyjnych. Stół obsługiwała brygada 5-osobowa z podziałem: dwie osoby przy formie dwutrylinkowej (waga całkowita 40 kg), jedna osoba do nakładania betonu i pozostałe dwie osoby do oczyszczania z resztek betonu i podawania pustych podkładów oraz odnoszenia ich z trylinkami oraz sztaplowania ich pod 5 sztuk w górę. Pracujący cały czas był przemoczony od mokrego betonu. Nogi miał zawilgocone, poparzone cementem i opuchnięte. Huk stołów wibracyjnych doprowadzał do otępienia słuchu. Były wyznaczane bardzo wysokie normy produkcyjne. Tych, którzy ich nie wykonywali piętnowano w radiowęźle, nazywając „bumelantami”. Wzywani byli także na rozmowy ze „specem” jako przeciwnicy reedukacji przez pracę. Osoby takie często pozbawiano wypisek”.

Dział prefabrykacji zlikwidowano w 1955 roku na skutek trudności z utrzymaniem stałej załogi, wynikających ze stale zwiększającego się zapotrzebowania na pracę w kopalniach.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Dział inwestycji

Dział inwestycji prowadził prace budowlane na terenie więzienia i poza nim, dlatego podzielony był na dwa podzespoły: inwestycje wewnętrzne i zewnętrzne. W dwóch pierwszych latach istnienia więzienia dla młodocianych w Jaworznie, ze względu na prowadzenie dużej ilości prac budowlanych i remontowych, w dziale inwestycji pracowała ok. 1/5 ogółu więźniów. Głównie siłami młodocianych zbudowano trzy bloki mieszkalne o kubaturze 22.847 m3 każdy, dom kultury o takiej samej kubaturze z salą kinowo-teatralną na 1.000 widzów i jadalną na 88 osób, kuchnię, piekarnię, kotłownię centralnego ogrzewania, budynek technikum i szereg mniejszych budynków gospodarczych. W następnych latach zakres prowadzonych inwestycji był mniejszy.

Na fali powszechnego zainteresowania odbudową Warszawy, w 1952 roku, w kierownictwie więzienia narodził się plan wysłania do stolicy grupy wyróżniających się więźniów działu inwestycji, którzy mieliby wziąć udział w odbudowie. Plan zrealizowano, wysyłając do Warszawy 150-osobową brygadę z wychowawcami. Wkrótce potem drugą grupę więźniów wysłano do Cisnej w Bieszczadach, do pracy przy układaniu torów kolejki wąskotorowej. Do największych inwestycji zrealizowanych przez więźniów należała budowa osiedla dla funkcjonariuszy w Jaworznie, nazwanego następnie Osiedlem Stałym.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Dział gospodarczy

W dziale gospodarczym zatrudniano więźniów na stanowiskach szewców, krawców i kucharzy. Pracownicy działu naprawiali więzienne drelichy i prowadzili świniarnię. Stan liczbowy działu oscylował w przedziale 11 – 14% ogólnego stanu więźniów. Zwiększył się dopiero w 1955 roku na skutek wcześniejszej likwidacji stolarni i ślusarni. Pozostałą część więźniów ze zlikwidowanych warsztatów zatrudniono w górnictwie. W stolarni produkowano m.in. szafy biurowe, biurka, krzesła, elementy stolarki budowlanej i skrzynki do granatów. W ślusarni powstawały przede wszystkim szafy pancerne, na które wówczas istniało duże zapotrzebowanie. Bogdan Pyka wspomina:

„Do ślusarni należały: narzędziownia, hala obrabiarek, hala obróbki ręcznej, kuźnia oraz baraki montażu produkcji wojskowej i zamków, montażu szaf stalowych oraz malarnia, a właściwie lakiernia szaf. Produkcja wojskowa – to statywy do przestrzeliwania broni oraz drobna galanteria – blaszki do butów wojskowych, tłoczone na jednej z pras. (…) Kierownikiem ślusarni był pan Stefan Ćmielak, cywilny pracownik, bardzo porządny człowiek, który nas osłaniał w miarę swoich możliwości przed „specami”, ostrzegał przed kapusiami, a nade wszystko starał się nas osłaniać przed Balwierzem, kierownikiem Działu Pracy, „Dąbrowszczakiem”, który pałał do nas szczególną nienawiścią. (…) Latem 1952 roku, w związku z powstaniem technikum, ślusarnia została przekształcona w warsztaty szkolne, zaniechano dotychczasowej produkcji, nastawiono się na współpracę z Dąbrowską Fabryką Obrabiarek, dla której wykonywano detale oraz obróbkę skrawaniem (…)”.

Formy oporu

Opór młodocianych więźniów powodowany był głównie czterema czynnikami:

  • katorżniczą pracą,
  • niedożywieniem,
  • działalnością pracowników działu specjalnego,
  • bezustanną propagandą.

Dla znacznej części więźniów jedyną – niepociągającą za sobą dodatkowych szykan – formą oporu była bierność, masowo występująca na „prasówkach”.

Ciągłe poddawanie więźniów indoktrynacji politycznej przynosiło skutki odwrotne od zamierzonych. Funkcjonariusze więzienni – kształceni na krótkich kursach specjalistycznych, bez odpowiedniej wiedzy ogólnej – starali się w sposób mechaniczny przekazać więźniom nabyte wiadomości. Więźniowie – w początkowym etapie funkcjonowania więzienia – górujący nad funkcjonariuszami wykształceniem i wiedzą, nie byli dla nich partnerem do dyskusji. Ich wiedza i światopogląd zostały ukształtowane na długo przed osadzeniem w Jaworznie, wywodzili się z rodzin o tradycjach patriotycznych i niepodległościowych. Często działali w harcerstwie. Edward Ozdarski przebieg jednej z prasówek:

„Prowadzono tzw. prasówkę przez rzekomego więźnia Wojtasika. Tematem był artykuł M.F. Rakowskiego, tzw. odprężeniowy, na temat XX zjazdu KPZR i referatu Chruszczowa, potępiającego Stalina i ujawniającego niektóre jego wyczyny. Wojtasik wezwał mnie do dyskusji. Wziąłem Politykę i odczytałem ten artykuł, mimo że Wojtasik przerywał mi wielokrotnie, abym mówił własnymi słowami. Mimo przerywania dokończyłem czytanie artykułu. Zakończyłem słowami: >>Kolego Wojtasik! Mogę mówić własnymi słowami, gdy dyskusję będę mógł prowadzić na równych warunkach prawa na wolności. Różnica między mną a kolegą polega na tym, że o tych sprawach, o których jest napisane w artykule ja wiedziałem do dawna i za to siedzę, a kolega udaję, że o tym nie wiedział i u kolegi fakty te budzą zdziwienie, a według mnie to jeszcze za mało napisano. Wywołał to u Wojtasika furię i powiedział: A wy gdzie pracujecie? Kiedy powiedziałem gdzie, to on na to: Ja się postaram, że nie będziecie tam pracowali, a ja już wam daję karę: będziecie przez dwa tygodnie sprzątali ubikację. Kiedy stwierdził, że w ciągu 20 minut daję sobie radę z posprzątaniem ubikacji, zamienił mi karę na sprzątanie (mycie) schodów. Robiłem to z humorem, co Wojtasika wprowadzało w złość. Rozmowa w z wujkiem i fakt z Wojtasikiem spowodował, że zostałem przeniesiony do brygady za– i wyładunkowej”.

Zmuszanie więźniów do zabierania głosu w dyskusjach kończyło się z reguły wykrętnymi odpowiedziami o braku zainteresowania polityką lub o niskim wykształceniu przepytywanego. Zdaniem Janusza Gruberta: „Początkowo metoda ta funkcjonowała – przynajmniej w moim przypadku bardzo dobrze, ale z czasem wychowawcy zorientowali się, że się z nich kpi i nie można im było już opowiadać, że się skończyło tylko trzy klasy. Sprawdzali w aktach i w ogóle nabierali doświadczenia”.

W geście rozpaczy więźniowie zdobywali się na otwarty bunt. Latem 1952 roku grupa młodocianych osadzonych w izolatce – w proteście przeciwko represjom, którym ich poddano i warunkom izolacji – rozpoczęła strajk głodowy. Piętrowymi łóżkami zabarykadowano drzwi. Po kilku godzinach oporu celę strajkujących zdobyto siłami straży pożarnej, która przez wybite okno wlewała wodę do celi.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Nielegalne organizacje

Za szczytową formę oporu można uznać funkcjonowanie nielegalnej organizacji, której powstanie i kilkuletnia działalność w warunkach jaworznickiego więzienia jest rzeczą niezwykłą. Co więcej, w więzieniu działały dwie – a wedle części relacji nawet trzy – niezależne od siebie organizacje. W relacjach więźniów pojawiają się organizacje o nazwach: Widmo i Zew Stalowych Serc. Obszerny opis działalności jednej z organizacji przedstawił Jerzy Pruszyński. Zaprzysiężenie nowych członków odbywało się po wypowiedzeniu formuły przysięgi Mickiewiczowskich Filomatów:

„Przysięgam, że nie zdradzę swych Braci – Polaków, choćbym miał ponieść więzienie albo śmierć w walce o Wolność i Niepodległość Polski – Ojczyzny naszej. Tak mi dopomóż Bóg!”

Zalążek organizacji powstał w 1951 roku. Jej członkowie byli dobierani z dużą ostrożnością. Spotkania odbywały się nieregularnie i w różnych miejscach, w: składzie desek obok stolarni, łaźni, podczas zajęć chóru. W początkowym okresie działalności nawiązano kontakty z niektórymi strażnikami więziennymi. Członkowie organizacji chcieli się przeciwstawić powszechnej indoktrynacji politycznej i stworzyć mechanizm wzajemnej samopomocy – materialnej i duchowej. Kolejnym z głównych zadań organizacji była nauka, która miała dać członkom możliwość skutecznego działania w przyszłości.

Organizacja miała identyfikować współpracowników działu bezpieczeństwa oraz informować więźniów przed możliwymi skutkami nierozważnych zachowań w ich obecności. Dla wielu więźniów działalność w nielegalnej więziennej organizacji stanowiła przedłużenie prowadzonej na wolności walki niepodległościowej. Doświadczenie i znajomość zasad konspiracji umożliwiło kilkuletnie istnienie nielegalnego związku w jaworznickim więzieniu. Zakończenie działalności organizacji nastąpiło samoczynnie, bez ingerencji władz więziennych, które mimo posiadanych sił i środków nie potrafiły jej ujawnić. Do nielegalnej organizacji należeli m.in.: Jerzy Pruszyński, Jan Andrzejewski, Stefan Siejka, Ryszard Wrzos, Antoni Lenkiewicz, Jerzy Oboron, Józef Poteraj, Roman Śliwczyński, Jan Żebrowski i Mieczysław Mieszko.

Janusz Biesiadowski mówiąc o tajnej organizacji więziennej podaje jej nazwę – Widmo, nie występuje ona w innych relacjach. Zadaniem organizacji, którą tworzyli m.in.: Janusz Biesiadowski, Sławomir Karliński, Jan Ibel i Jerzy Blauman, było wykrywanie i karanie więźniów współpracujących z działem bezpieczeństwa oraz organizowanie ucieczek. Kolejną, niepotwierdzoną nazwę organizacji podaje Jerzy Ostrowski, jego zdaniem nosiła ona nazwę Zew Stalowych Serc.

Zdaniem Mateusza Wyrwicha organizacja powstała w ramach samoobrony, kiedy więźniowie dowiedzieli się o przygotowaniu ich na wojnę w Korei. W tym samym czasie na teren obozu niezidentyfikowany oddział leśny przerzucił dwie pepesze. Współpracujący z oddziałem strażnicy przekazali jednemu z więźniów klucz do obozowego magazynu broni. Informację o przechowywaniu broni na terenie więzienia potwierdza relacja Wojciecha Witczuka. Jego zdaniem, oprócz dwóch pepesz, w ukrytym arsenale znalazły się cztery pistolety TT oraz amunicja różnego kalibru.

We wspomnieniach Krzysztofa Gąsiorowskiego pojawia się organizacja o nazwie Armia Polska, którą kierował Gąsiorowski oraz Zygmunt Kural i Stanisław Palczewski. W 1953 roku, siatka konspiracyjna obejmowała całe więzienie, miała swoje ekspozytury na wszystkich oddziałach. Organizacja planowała nawiązać kontakty z więźniami, którzy wyszli na wolność i utworzyć jednolitą siatkę organizacyjną. Oprócz, wymienionych wcześniej członków kierownictwa, do organizacji należeli: Janusz Machalski, Marek Eminowicz, Jan Mężyk, Henryk Wilk, Henryk Rotarski, Włodzimierz Hrywna, Bronisław Maciejewski i Zenon Majchrowicz.

W więzieniu dla młodocianych dochodziło prawdopodobnie od wzajemnego przenikania się struktur obu organizacji, czego mogli nie uświadamiać sobie jej członkowie. Działalność konspiracyjna w warunkach więziennych nie umożliwiała sprawdzenia wszystkich ogniw.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Ucieczki

W trakcie funkcjonowanie więzienia doszło do kilkunastu udokumentowanych ucieczek. Liczba wszystkich podjętych prób była najpewniej zdecydowanie wyższa. Mimo że większość z nich kończyła się schwytaniem uciekinierów. Każdego roku dochodziło do kilku prób ucieczek. Na jedyny przypadek zastrzelenia więźnia podczas ucieczki wskazuje Mateusz Wyrwach. Powołując się na raport naczelnika, podaje, że zastrzelony w 1951 roku został Ryszard Rosa. Więzień o takim imieniu i nazwisku nie figuruje w księdze głównej więzienia za 1951 rok. Mógł jednak przebywać w jaworznickim więzieniu już wcześniej, a wiosną 1951 roku został przeniesiony do nowopowstałego więzienia dla młodocianych.

Do pierwszej ucieczki doszło niespełna dwa miesiące po utworzeniu więzienia.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

System kar

W więzieniu funkcjonował rozbudowany i nader często stosowany system kar. Powodem do ukarania mogło być nie zdjęcie przez więźnia czapki przed strażnikiem, pomoc koledze umieszczonemu w karcerze, choroba, która zdaniem strażników była symulowana, upieczenie znalezionego ziemniaka oraz szereg innych, mniej lub bardziej poważnych przewinień. Rodzaj kary zależny był od arbitralnej decyzji poszczególnych funkcjonariuszy. Na podstawie wspomnień byłych więźniów można odtworzyć system kar stosowanych w Jaworznie, który nieco różnił się od kar regulaminowych:

  • obcięcie włosów,
  • pozbawienie prawa do wysyłania i otrzymywania listów,
  • pozbawienie prawa do widzeń,
  • pozbawienie prawa do wypiski,
  • przeniesienie do działu prefabrykacji,
  • umieszczenie w izolatce (oddziale karnym),
  • umieszczenie w karcerze, zwanym przez więźniów bunkrem,
  • umieszczenie w karcerze o chlebie i wodzie,
  • przeniesienie do więzienia o zaostrzonym rygorze (Rawicz, Wronki).

Ponadto regulamin przewidywał możliwość napisania przez wychowawcę listu do rodziny więźnia i poinformowanie jej o złym zachowaniu syna.

Szczególnie dotkliwe dla młodocianych więźniów było umieszczenie w karcerze, nieprzewidziane w regulaminie jaworznickiego więzienia:

„Wprowadził mnie wieczorem do piwnicy pod blokiem górniczym – wspominał Edward Moliński – ze słowami do strażnika, daj go w przewiewne miejsce, resztę wiesz. Podeszliśmy do drzwi obciętych od góry i dołu po ok. 15-18 cm. Przed wejściem kazano mi zdjąć drewniaki i drelich (kufajkę zabrano mi wcześniej). Przy ścianie było podwyższenie betonowe w kształcie pryczy, okno bez szyb i kibel. Biegałem boso po betonie, by nie zamarznąć do rana, potem musiałem się ubrać i na przesłuchanie do wieczora. Po powrocie ponownie rozebrać się i do celi. I niespodzianka – obok kibla stała, zamarznięta na gruby lód, kawa ze śniadania i kromeczka chleba oraz druga miska z zupą z obiadu, również zamarznięta. Possałem trochę chleba i znów bieg. Po trzech takich dniach Ząbek [funkcjonariusz – przyp. red.] powiedział: za dobrze ci się powodzi, zdejmij bieliznę, wtedy się przyznasz, gdzie schowałeś pistolet i granat przygotowane do ucieczki. Po tygodniu przesłuchań, głodu i niesamowitego zimna zacząłem mieć majaki – traciłem przytomność. Dopiero po dwóch tygodniach, kiedy mróz osiągnął ponad minus 20 stopni (nawet górnicy nie wychodzili do pracy), w nocy wciągnęli mnie do celi górników, położono do łóżka i przez prawie trzy dni nikt nie był w stanie mnie obudzić”.

Młodociani osadzeni na oddziale karnym mogli – zgodnie z dyrektywami kierownictwa – przebywać tam do chwili okazania wyraźnej poprawy. Do oddziału karnego kierowano:

  • jawnie wyrażających niechęć do pracy,
  • podburzających i biorących udział w pobiciu przodujących w pracy i więźniów pozytywnych,
  • osoby systematycznie uprawiające wrogą propagandę,
  • inspiratorów i organizatorów buntów, ucieczek i zbiorowych protestów.

Oprócz wymienionych powyżej kar, należy wspomnieć o stosowanych przez funkcjonariuszy sposobach karania całych cel lub oddziałów za rzeczywiste lub wymyślone uchybienia jednej bądź grupy osób. Równie często jak zbiorową odpowiedzialność, stosowano zasadę dziel i rządź, wynagradzając jednych przywilejami, a w tym samym czasie karząc drugich.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Wyżywienie i warunki bytowe

Wspomnienie głodu pojawia się we wszystkich relacjach więźniów osadzonych w Jaworznie. Jednoznacznie negatywnie oceniana jest ilość i kaloryczność dostarczanego pożywienia. Wyżywienie było różnicowane w zależności od miejsca pracy, stosunkowo najlepsze otrzymywali więźniowie górnicy. Typowy jadłospis prezentował się następująco: na śniadanie więźniowie otrzymywali 1/4 czarnego, suchego chleba, który musiał wystarczyć na cały dzień oraz kubek czarnej kawy zbożowej. Na jednodaniowy obiad najczęściej podawano miskę zupy (często z zarobaczonej kaszy, rozgotowanej brukwi lub marchwi) albo sparzoną wrzątkiem kapustę lub flaki niewiadomego pochodzenia. Od czasu do czasu obiady składały się z gotowanej kaszy polewanej gulaszem z dorsza, gotowanego w całości, razem z ościami, kawałkami płetw i oczami. Kolacja składała się zazwyczaj z porcji rzadkiej zupy, czasami jedynie z kawałka chleba i kubka czarnej kawy.

Ratunkiem dla wygłodzonych więźniów mogły być tzw. „wypiski”, przysługujące zwykle raz w miesiącu. Jeżeli więzień posiadał pieniądze, a nie został pozbawiony przez władze więzienia prawa do „wypiski”, mógł kupić w więziennej kantynie 1 kg cebuli, 10 – 20 jajek, 1 kg cukru, 0,5 kg kiełbasy końskiej, 0,5 kg smalcu lub margaryny. Jednakże i te produkty często były zepsute i nie nadawały się do spożycia. Więźniowie nie mogli otrzymywać paczek żywnościowych.

Stosunek kierownictwa więzienia do kwestii wyżywienia więźniów widoczny jest w sprawozdaniu z 1953 roku:

„Wśród więźni (sic!) zatrudnionych w kopalni w tutejszej jednostce, wyżywienie jest stosowane w ten sposób, że więźniowie pracujący należycie w kopalni otrzymują wyżywienie normalne WG, natomiast dla bumelantów i nierobów jest wyżywienie W, którzy to za bumelanctwo i nieróbstwo zostają osadzeni na normie W – oddział specjalny, odizolowany od pozostałych. Sprzedaż artykułów w kantynie jest zróżniczkowana (sic!). Pierwszeństwo zawsze mają przodownicy pracy, którzy mają wybór towarów, a następnie biorą pozostali więźniowie, z tym, że dla bumelantów i nierobów nie ma”.

Sytuację więźniów – zwłaszcza w okresie letnim – pogarszał brak wody pitnej. Wodę pito bezpośrednio z kranów, co przyczyniało się do występowania częstych dolegliwości żołądkowych. Permanentne uczucie głodu prowadziło więźniów do podejmowania desperackich kroków:

„Z ubolewaniem patrzyliśmy na tych więźniów, którzy w przemarszu do pracy – droga prowadziła obok kuchni – ukradkiem wyskakiwali z szeregu na śmietnisko kuchenne, zbierając obierki z ziemniaków. Pchali do kieszeni bluzy ile mogli. Strażnicy widzieli, nie mówili nic, natomiast my postanowiliśmy nie dawać im takiej satysfakcji napawania się obrazem przewagi sytego nad głodnym. Wydawało się nam, że nasza moralność nie pozwalała na takie straszne upokorzenia. Naturalnie przyniesione obierzyny zgłodniali piekli na płytach piecyków, które na halach prefabrykacji wykorzystywano do suszenia betonów i zjadali. Naturalnie zapadli na różne choroby żołądkowe, ale to nie powstrzymywało głodnych” – wspominał Wojciech Dąbrowiecki.

Głodowe wyżywienie i niszczące działanie pracy doprowadzało do występowania w jaworznickim więzieniu masowych chorób, najczęściej dawała o sobie znać kurza ślepota. Powodowała u młodocianych problemy z widzeniem do tego stopnia, że cierpiący na nią nie mogli poruszać się po zmroku bez pomocy kolegów.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Nauka

W jaworznickim więzieniu nauka była jedną z najbardziej nagłaśnianych form pracy z młodocianymi. Więzienne statystyki mówią o 1500 młodocianych przeszkolonych na kursach zawodowych, w tym: 706 z zakresu budownictwa, 214 z górnictwa, 267 ze ślusarstwa, 205 ze stolarstwa, 87 traktorzystów i 21 techników normowania.

W centralnym więzieniu, w Jaworznie działało technikum mechaniczne, zasadnicza szkoła zawodowa, korespondencyjna szkoła średnia i kursy dla więźniów, który nie ukończyli szkoły powszechnej. Wbrew informacjom opublikowanym w „Przeglądzie Więziennictwa” przez naczelnika więzienia Zdzisława Jędrzejewskiego, naukę w technikum ukończyło 8 – 9 absolwentów, a nie 103.

Przykład stosowania wielu form nauki i dokształcania więźniów był bardziej działaniem propagandowym, niż przejawem rzeczywistej troski o stan edukacji więźniów. Zachodziła rzeczywista potrzeba uzupełnienia edukacji więźniów kryminalnych, jednak kierowanie młodzieży gimnazjalnej czy studenckiej na kurs ślusarski czy młodszego rębacza dołowego trudno nazwać dobrodziejstwem.

System edukacji w jaworznickim więzieniu scharakteryzował były więzień Jerzy Pruszyński:

„Powołano na miejscu szkołę, jak ją wówczas nazywano, metalową. Ze szkoły mieli wyjść fachowcy do pracy na wydziale mechanicznym i w ślusarni oraz dozór średni, tj. technicy. (…) Nauka trwała trzy dni w tygodniu. (…) Następne trzy, a czasem cztery dni tygodnia to praca w warsztacie, w ramach tzw. nauki zawodu. (…) Zainteresowanie szkołą stopniowo malało, gdyż z uwagi na olbrzymie zapotrzebowanie rąk do pracy w pobliskich kopalniach oraz przy budowie osiedla mieszkaniowego dla funkcjonariuszy, wielu więźniów zostało tam skierowanych. (…) Rozgłos i propaganda, jaka towarzyszyła powołaniu szkoły metalowej w Jaworznie, a szczególnie technikum, w rzeczywistości dały mierne rezultaty. Świadectwo ukończenia technikum otrzymało aż sześciu więźniów z grupy, która rozpoczęła naukę od klasy drugiej, tj. ci co przed aresztowaniem byli uczniami gimnazjum lub byli po maturze. Prawdopodobnie trzech byłych uczniów technikum, którzy wyszli na wolność, zgłosiło się potem na egzamin końcowy i uzyskało świadectwo ukończenia technikum. Reszta odeszła z tzw. wilczym biletem”.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Śmierć więźniów

W odróżnieniu od wielu innych więzień, w Polsce, w Jaworznie większość przypadków zgonów była spowodowana wypadkami przy pracy lub była ich następstwem. Do tej grupy należy zaliczyć osoby zmarłe na wolności – wkrótce po opuszczeniu więzienia – w wyniku poważnych chorób, nabytych w trakcie odbywania kary, niewłaściwie leczonych lub w ogóle nieleczonych, co – w połączeniu z niedożywieniem i pracą ponad siły – doprowadziło do nieodwracalnych zmian w młodych organizmach.

Ustalenie pełnej liczby zgonów w więzieniu dla młodocianych – w trakcie i po odbyciu kary – nie wydaje się możliwe, gdyż stosownymi badaniami należałoby objąć ponad 10.000 więźniów. Zapiski w księgach więziennych są niedokładne i chaotyczne, ponadto powszechnie praktykowano wykreślanie z ewidencji więzienia osób przetransportowanych do szpitala znajdującego się w innym mieście. Próbę oszacowania liczby zgonów, które były wynikiem zaniedbania w leczeniu podjął Mateusz Wyrwich. Ustalił, że w latach 1951 – 1956 zmarło 23 więźniów.

Przypadek pierwszego zgonu w więzieniu miał miejsce już, w 1951 roku, więźnia zabito podczas próby ucieczki. W tym samym roku kolejny więzień zginął przy pracy, w kopalni „Upadowa Feliks”. W 1952 roku, odnotowano już dwa wypadki śmiertelne, natomiast dokumenty nie wspominają o żadnym wypadku śmiertelnym w 1953 roku. Kolejny wypadek śmiertelny również miał miejsce w „Upadowej Feliks”, a więzień zmarł w szpitalu więziennym, w lipcu 1954 roku z powodu utraty zbyt dużej ilości krwi. Największą ilość zgonów zanotowano w 1955 roku. Pierwszy więzień zginął w wyniku wypadku, w kopalni „Kościuszko”. Natomiast 21 marca 1955 roku – w wyniku wybuchu wytwornicy acetylenu zginął Ryszard Karczmarski – opis tego wypadku znany jest z relacji Mieczysława Mieszka:

„(…) Byłem czwartym więźniem – pracownikiem tego ślusarsko-spawalniczego warsztatu. Byłem ślusarzem, razem pracowaliśmy, a w dniu tragicznego wypadku uniknąłem – nie wiem – śmierci czy kalectwa, tylko dlatego, że wcześniej (chyba kilkanaście minut) wyszedłem z warsztatu. (…) Moi koledzy mieli przeprowadzić próbę działania – wykonanej przez siebie ze zbiornika w postaci blaszanej beczki – wytwornicy acetylenu. I wtedy, gdy zajęty byłem prasą, nastąpił potężny wybuch, od którego zatrząsnął się blok. (…) Później dowiedziałem się, że wybuch rzucił Ryśka Karczmarskiego na imadło, w wyniku czego doznał on urazu kręgosłupa. Z dwóch pozostałych uczestników tragedii (nie pamiętam obecnie ich nazwisk) jeden miał poparzoną twarz, drugi został wyrzucony razem z wyrwanymi dwuskrzydłowymi wrotami na zewnątrz warsztatu. Miał uszkodzony słuch”.

Dokumenty więzienne podają, że wybuch miał miejsce o 17.20, a główną przyczyną śmierci było ciężkie zranienie więźnia odłamkami. Po przewiezieniu do szpitala w Jaworznie, Ryszard Karczmarski zmarł na sali operacyjnej o godzinie 21.55.

Okoliczności śmierci Stanisława Barana, zastrzelonego przez strażnika 15 maja 1955 roku, zostały szerzej opisane w artykule dotyczącym buntu w więzieniu. Ostatni zgon osadzonego w Jaworznie miał miejsce, w lipcu 1956 roku. Więzień zmarł prawdopodobnie w wyniku ran odniesionych w wypadku.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999. Mateusz Wyrwich, Łagier Jaworzno. Z dziejów czerwonego terroru, Warszawa 1995.

Wypadki

Określenie liczby i okoliczności wszystkich wypadków, które zdarzyły się w jaworznickim więzieniu stanowi poważny problem badawczy z powodu nielicznych relacji byłych więźniów oraz skąpej więziennej dokumentacji. Według szacunkowych danych na terenie więzienia – szczególnie na dziale prefabrykacji oraz na terenie kopalń, w których pracowali młodociani – doszło do, co najmniej, kilkudziesięciu wypadków przy pracy.

Główną przyczyną wypadków był zły stan techniczny miejscowych kopalń, w których tysiącami zatrudniano młodych ludzi, bez zapewnienia im podstawowych środków ochrony i odpowiedniego szkolenia. W równie trudnych warunkach pracowali młodociani w dziale prefabrykacji, gdzie – zgodnie z wewnętrznymi przepisami – kierowano najbardziej opornych więźniów. Opis wypadku na prefabrykacji przedstawił Józef Urbanowicz:

„W hali produkcyjnej sześć stanowisk stołów wibracyjnych stwarzało niesamowity hałas. Wzdłuż hali biegnie tor, po którym platformy wyładowane gotowym produktem (belkami DMS, z których każda waży po około 300 kg) wywożone są na zewnątrz. Kiedy miejsca na hali po obu stronach toru są zapełnione gotowymi wyrobami, platforma jadąca po szynach sprawia wrażenie, że porusza się wewnątrz tunelu. (…) Pchamy kolejną platformę naładowaną belkami. Z prawej strony idzie Rysiek Uliński, ja z kilkoma kolegami pchamy ją z tyłu. Nagle przeładowana na jedna stronę platforma przechyla się i kilka ton żelbetu przygniata Ryśka do ściany usztaplowanych belek. Nie ma biedak możliwości odskoku, ani ucieczki. (…) Na ziemi leżał jęcząc, z dziwnie wykrzywionymi nogami”.

W grudniu 1955 roku, doszło do wypadku podczas przewożenia więźniów. W pobliżu kopalni „Komuna Paryska” Star 20, wiozący 32 więźniów, zderzył się z jadącą naprzeciw ciężarówką ZIS – 150. W raporcie powypadkowym stwierdzono, że oba pojazdy uległy poważnemu uszkodzeniu, ale wśród więźniów nie było przypadków okaleczeń. Na terenie obozu pijany strażnik potrącił grupę więźniów ciągnikiem, kilku z nich zostało kalekami.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Samobójstwa

Próby odebrania sobie życia w jaworznickim więzieniu nie należały do rzadkości. Przyczyny były zależne od indywidualnej motywacji, wspólnym elementem była chęć zademonstrowania sprzeciwu wobec warunków życia i pracy w więzieniu. Oszacowanie oraz opisanie wszystkich prób samobójczych jest niemożliwe ze względu na niewielką ilość publikowanych relacji byłych więźniów oraz ubogie zapiski w dokumentacji więziennej. We wszystkich znanych przypadkach udało odratować się niedoszłych samobójców. Bodaj najbardziej znany jest opis próby samobójczej więźnia pracującego na prefabrykacji, który zjadł cement w proteście przeciwko głodowym racjom żywnościowym w więzieniu. Odratowanego więźnia ukarano karcerem. Kilka dni później miał miejsce taki sam przypadek, będący wyrazem solidarności z ukaranym więźniem. Wkrótce obaj zostali wywiezieni do Wronek lub Rawicza.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Bunt – 15 maja 1955 roku

Wydarzeniem, które przyczyniło się do likwidacji więzienia dla młodocianych był bunt więźniów, który miał miejsce 15 maja 1955 roku. W niedzielny poranek więzień Stanisław Baran leżał na trawie przy „pasie śmierci”. Więźniom pracującym w kopalniach zezwalał na taką formę odpoczynku więzienny regulamin.

Jerzy Kapuściński – bezpośredni uczestnik wydarzeń – relacjonował: „Koło parowozowni, ok. 3 – 4 metrów od „pasa śmierci” leżał chłopak na ręczniku i opalał się. (…) Za chwilę spostrzegłem, że klawisz wystawił karabin przez okno i mierzy w naszym kierunku. (…). Bez żadnego słowa padł strzał. Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni i zaskoczeni oraz na chłopaka, który dziwnie się poruszył. Zobaczyłem, że trafiony został w lewy bok. Klawisz nadal celował w naszym kierunku, wodząc karabinem od jednego do drugiego, a myśmy się przesuwali. Padły następne strzały, dwa lub trzy, bez żadnego słowa”.

Zastrzelenie Stanisława Barana wywołało wściekłość współwięźniów. Obrzucili wieżyczkę węglem znajdującym się przy zajezdni wąskotorówki i usiłowali ją podpalić przy pomocy sienników. Wyrwali szynę kolejki, przerwali nią ogrodzenie z drutu kolczastego i spowodowali zwarcie. Koniec buntu nastąpił około 12.00. Strażnicy i wychowawcy – którzy w obliczu zagrożenia opuścili więzienie – powrócili na swoje miejsca pracy. Po południu i wieczorem zamknięto cele. Rozpoczęto przesłuchania, koncentrując się na odnalezieniu „inspiratorów” buntu. Sporządzono listę osób biorących udział w buncie i jeszcze w maju 61 młodocianych odesłano do więzień w Katowicach i Cieszynie. Zalecono przenieść z jaworznickiego więzienia dalszych 120 więźniów.

Relacje:

Wspomnienia Eugeniusza Zarzyckiego, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno, Historia więzienia dla młodocianych…, s. 196 – 197.

W relacji Jerzego Kapuścińskiego nie ma mowy o – poprzedzającym strzał – wezwaniu do rozejścia się, o którym pisze Mateusz Wyrwich. Również Eugeniusz Zarzycki twierdzi, że strażnik strzelał bez ostrzeżenia: „(…) Staszek został zastrzelony kilka metrów ode mnie. Mogłem to być ja albo któryś z moich kolegów leżących obok mnie. Nieprawdą jest, że ktoś nas wzywał do rozejścia się przed zastrzeleniem Staszka lub wzywał do odejścia od pasa śmierci przed drutami. Przecież zbliżenie się każdego z nas w pobliże drutów pod tak silnym napięciem już groziło śmiercią, nie mówiąc już o dotknięciu. Przecież wzdłuż pasa drutów było pole śmierci (codziennie idealnie grabione), na którego wejście groziła śmierć od kuli lub od prądu. Każdy z nas o tym wiedział i nikt nigdy na to pole nie wstąpił. Kilku z nas leżało nawet bliżej tego pola niż Staszek. (…) O ile pamiętam to tylko jeden klawisz dostał solidne baty po śmierci Staszka (Kondoszek lub Kondraszek), który straszył nas, że jeśli się nie rozejdziemy to nas wystrzelają jak kaczki. Dzięki kilku odpowiedzialnym chłopakom, którzy zaprowadzili go na bramę administracji, nie został zatłuczony. To go uratowało. Pamiętam, że gdy minął pierwszy szał złości, nienawiści nagromadzonej przez lata, nastąpiło chwilowe opamiętanie i ten moment wykorzystał nasz oddziałowy z nocnej zmiany „Komuny Paryskiej”, który nas nie tylko prosił, ale błagał abyśmy wrócili pod cele na oddział. Pamiętam do dziś jego słowa: „Kochani górnicy wróćcie na oddział, wojsko otacza więzienie, nic nie zrobicie. Zobaczcie z góry jak wojsko szykuje się na was”. Myślę, że jego proste i serdeczne słowa trafiły nam do przekonania”.

Epilog Buntu

Epilog buntu miał miejsce w grudniu 1955 roku, gdy Sąd Wojewódzki w Krakowie ogłosił wyrok w sprawie przeciwko 14 młodocianym więźniom: Janowi Stelmasiakowi, Marianowi Sławęckiemu, Adolfowi Górniakowi, Zdzisławowi Rogozińskiemu, Józefowi Fijołkowi, Wilhelmowi Szmajduchowi, Stanisławowi Skoczkowskiemu, Janowi Życzyńskiemu, Zdzisławowi Szymańskiemu, Sławomirowi Wilińskiemu, Janowi Dąbkowskiemu, Henrykowi Zielonce, Franciszkowi Bochenowi i Bogdanowi Szydłowskiemu. Wszystkich – oprócz Sławomira Wilińskiego, przeciwko, któremu postępowanie umorzono – skazano na kary od 1 roku do 5 lat więzienia. Oskarżonych skazano na podstawie artykułu 133 KK, mówiącego o czynnej napaści na urzędnika podczas pełnienia przez niego obowiązków służbowych. Sześciu z nich oskarżono dodatkowo o uszkodzenie cudzego mienia (artykuł 263 KK). Poszkodowanym w procesie był wychowawca Jan Kondoszek, który został pobity podczas buntu przez grupę więźniów.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Likwidacja więzienia

Centralne Więzienie dla Młodocianych w Jaworznie przestało istnieć z dniem 31 grudnia 1955 roku. Eksperymentalna jednostka penitencjarna, 1 stycznia 1956 roku, zmieniła nazwę na Centralne Więzienia Jaworzno. Jego krótkotrwałą historię zakończyła decyzja Rady Ministrów – podjęta na wniosek władz lokalnych – o rozwiązaniu więzienia w Jaworznie z dniem 31 sierpnia 1956 roku.

W dniu utworzenia Centralnego Więzienia Jaworzno przebywało w nim jeszcze około 1500 młodocianych więźniów. Moment powstania więzienia pod nową nazwą pozostał dla wielu niezauważony, według nich historia Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie kończy się 31 sierpnia 1956 roku, z chwilą podjęcia decyzji o całkowitej likwidacji więzienia. Z prawnego i historycznego punktu widzenia więzienie w Jaworznie stanowiło, w 1956 roku inną jednostkę penitencjarną, jednak trudno odmówić racji byłym więźniom Jaworzna, opuszczającym to miejsce w 1956 roku, którzy twierdzą, że mimo zmian więzienie nadal pozostało więzieniem dla młodocianych.

Wpływ na decyzję o likwidacji więzienia dla młodocianych w Jaworznie miała również jego niefortunna lokalizacja, przy głównej drodze z Katowic do Krakowa, łączącej również dwie sztandarowe budowy planu sześcioletniego: Hutę im. Lenina i Elektrownię Jaworzno II.

Katalizatorem reorganizacji więzienia dla młodocianych w Jaworznie był bunt więźniów z maja 1955 roku. W notatce skierowanej 3 czerwca 1955 roku do Prokuratora Generalnego sugerowano, aby przenieść więźniów biorących udział w buncie (około 120 osób), więźniów niepracujących i nieuczących się oraz zmniejszyć stan ilościowy osadzonych.

We wrześniu 1955 roku, Ministerstwo Sprawy Wewnętrznych, zobowiązało Centralny Zarząd Więziennictwa do:

  • "a. Czasowego utrzymania istniejącego charakteru Zakładu Karnego w Jaworznie, z przeznaczeniem dla więźniów młodocianych. Ze względu na usytuowanie tego zakładu, którego zapleczem jest przemysł węglowy, wychowanie więźniów winno być skierowane na częściowe zatrudnienie ich w górnictwie oraz przyuczenie zawodu do potrzeb przemysłu węglowego.
  • b. Utrzymania w Zakładzie Karnym Jaworzno stanu więźniów nieprzekraczającego 1800 osób.
  • c. Opracowanie wspólnie z Kierownictwem Zakładu Karnego w Jaworznie propozycji zmierzających do stopniowego łagodzenia rygoru, w szczególności do więźniów pracujących w kopalniach oraz uzgodnienia z Ministerstwem Górnictwa Węglowego ewentualnej zmiany warunków pracy więźniów pracujących w kopalniach jaworznickich, mając na uwadze możliwości skrócenia czasu roboczego.
  • d. Przeprowadzenie zmian kadrowych w tej jednostce, a mianowicie spowodowania zmiany funkcjonariuszy o niedostatecznym przygotowaniu zawodowym, ogólnym i politycznym na funkcjonariuszy posiadających lepsze przygotowanie do pracy wychowawczej”.

Jeszcze w październiku 1955 roku dokonano analizy stanu osobowego więźniów i ustalono listę kandydatów do przewiezienia z Jaworzna, do innych więzień. Znaleźli się na niej młodociani z końcówkami wyroków powyżej pięciu lat, recydywiści, jednostki szczególnie zdemoralizowane i niezdolnych do pracy w górnictwie. W Jaworznie mieli pozostać więźniowie antypaństwowi, u których zaszły pozytywne zmiany. Jednocześnie stworzono nowy plan podziału na grupy więźniów młodocianych i przypisanie ich do więzień w Fordonie, Strzelcach Opolskich, Raciborzu, Rawiczu, Grudziądzu, Goleniowie, Sztumie, Sieradzu i Bojanowie (kobiety). Wówczas postanowiono kierować do więzienia w Jaworznie wyłącznie więźniów młodocianych, skazanych za przestępstwa pospolite, z wyrokami do pięciu lat, zdolnych do pracy w górnictwie.

1 stycznia 1956 roku, w nowo zorganizowanym systemie więziennictwa w Polsce, w czterech ośrodkach wytypowanych do pracy z młodocianymi więźniami przebywało:

  • Centralne Więzienie w Jaworznie – 1350 więźniów,
  • Więzienie w Iławie – 245 więźniów,
  • Ośrodek Pracy Kamińsk – 63 więźniów,
  • Więzienie w Bojanowie – 210 więźniarek.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Na wolności?

W listopadzie 1948 roku, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wydało instrukcję o współpracy organów więziennictwa z Urzędami Bezpieczeństwa Publicznego i Milicją Obywatelską przy zwalnianiu więźniów oraz kontroli miejsc ich dalszego pobytu. Tysiące osób zwalnianych z więzień stało się obiektami obserwacji i kontroli UBP i MO. Instrukcja stanowiła:

„Na dwa tygodnie przed upływem terminu zwolnienia każdego więźnia, naczelnicy więzień powiadamiać będą o tym powiatowe, względnie miejskie komendy MO, na terenie których zwolniony zamierza się osiedlić. Niezależnie od tego naczelnicy więzień powiadamiać będą: a) odnośnie więźniów skazanych za przestępstwa antypaństwowe – Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, który ostatnio sprawę zwolnionego prowadził oraz Urząd, na terenie którego zamierza się osiedlić”.

Zgodnie z powyższą instrukcją, do końca lat 70., w aktach więziennych dokonywano nowych wpisów, dotyczących miejsca zamieszkania i pracy byłego więźnia. Wobec młodocianych więźniów osadzonych w Jaworznie stosowano szereg represji, do których można zaliczyć m. in.:

  • Wcielenie więźniów do wojska, gdzie na podstawie rozkazu nr 008/MON byli kierowani do służby zastępczej. W przypadku osadzonych w jaworznickim więzieniu była to zwykle 26 – 27 miesięczna służba w Górniczych Batalionach Pracy i praca w kopalniach węgla.
  • Meldowanie się co kilka dni na posterunku milicji.
  • Aresztowanie lub zatrzymywanie przed świętami państwowymi (1 maja, 22 lipca) oraz w związku z bieżącymi wydarzeniami politycznymi i kryminalnymi.
  • Ograniczenie dostępu do nauki poprzez utrudnianie powrotu do szkoły lub jej ukończenia.
  • Utrudnianie możliwości podjęcia pracy na wolności oraz szykanowanie w zakładach pracy (kierowanie do prac poniżej kwalifikacji, pomijanie przy awansach).
  • Ograniczanie możliwości swobodnego poruszania się po kraju, pozbawianie możliwości otrzymania paszportu lub prawa jazdy.
  • Inwigilacja w miejscu pracy i zamieszkania.
  • Organizowanie prowokacji i dyskredytowanie byłego więźnia.
  • Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, szykanowanie rodzin byłych więźniów.
  • Zakazywanie byłym więźniom i ich rodzinom osiedlania się w miejscach, w których mieszkali przed aresztowaniem.
  • Ograniczenie dostępu do wykonywania niektórych zawodów, zgodnych z kierunkiem studiów, np. adwokata czy sędziego.
  • Uniemożliwianie pełnienia przez byłych więźniów funkcji kierowniczych w miejscu pracy.

Opracowano na podstawie:

Krzysztof Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951 – 1955, Wrocław 1999.

Źródła

Wspomnienia Zygmunta Musielskiego, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 206-207.

"Po wyjściu na wolność wróciłem do rodziny mieszkającej na Górnym Śląsku w Strzybnicy koło Tarnowskich Gór. Przez trzy miesiące poszukiwałem bezskutecznie pracy. Cały czas byłem przedmiotem zainteresowania różnych ludzi. Wytwarzano wokół mnie atmosferę dyskryminacji. Atmosferę tę tworzył były przewodniczący Zarządu Powiatowego ZMP w Tarnowskich Górach – Henryk Żerdziński, również mieszkaniec Strzybnicy. (…) Między innymi rozmawiał z dyrektorami przedsiębiorstw na naszym terenie, aby nie przyjmowali mnie do pracy, o czym w późniejszych latach mówili mi dyrektorzy.

Kiedy w końcu udało mi się znaleźć pracę – na moje nieszczęście – do tego samego przedsiębiorstwa przyjęty został również mój były oficer śledczy por. Zygmunt Sala – były oficer PUBP w Tarnowskich Górach. Atmosfera była nie do zniesienia. Jego wpływ – poprzez sekretarza PZPR – uniemożliwiał mi jakikolwiek awans finansowy czy stanowiskowy.

W końcu przeniosłem się do Rybnika. Jednak i tutaj trafiłem do przedsiębiorstwa, gdzie dyrektorem był były oficer KBW. Zaczęły się różnego rodzaju „uprzykrzania” i to nie tylko w stosunku do mnie, ale także i do żony, która pracowała w innym przedsiębiorstwie. Tworzono atmosferę określającą mnie jako człowieka niepewnego politycznie, a w ujęciu bardziej dosadnym – zakamuflowanego wroga Polski Ludowej.

Kiedy awansowałem na stanowisko kierownika działu, pisano wielokrotnie anonimy lub listy do Partii, jak można awansować, cytuję najczęściej używane określenie: „takiego wywrotowca i wroga PRL”. Przeniosło się to również do zakładu pracy żony, gdzie jednym z dyrektorów był przewodniczący Powiatowej Komisji Kontroli Partyjnej. Ponieważ także i tam zaczęto atmosferę pomówień i wrogości – żona poszła do tej szychy partyjnej i powiedziała: „mąż dostał wyrok, odsiedział go, a teraz uczciwie pracuje, więc jeśli ma być karany do końca życia – to najlepiej go od razu zabijcie”. Po tym incydencie byłem na ostatniej rozprawie w Komisji Kontroli Partyjnej, gdzie sprawa została zamknięta, a mimo, iż przesyłano jeszcze anonimy – nie byłem wzywany na przesłuchania.

Niemniej jednak, jeszcze do 1975 roku miałem różnego typu uciążliwości, bowiem gdy zostałem zastępcą dyrektora ds. ekonomicznych, do Zjednoczenia, któremu podlegało moje przedsiębiorstwo dochodziły donosy o tym, że stanowisko dyrektorskie piastuje „kryminalista i wróg PRL”.

(…) Niemniej dotkliwą karą, którą odbywałem, były wszystkie szykany i upokorzenia, których nie oszczędzono mojemu ojcu. Po moim aresztowaniu pozbawiono go stanowiska zastępcy dyrektora w zakładach „Zamet” w Strzybnicy i przez wiele WSTECZch lat narażony był na różne przykrości. Dla mojego ojca wszystko to, co go spotkało, było tym bardziej bolesne, gdyż był uczestnikiem trzech Powstań Śląskich, przedwojennym i powojennym prezesem Związku Weteranów Powstań Śląskich, a także znanym działaczem społecznym. Odznaczony jeszcze przed wojną Złotym i Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Medalem Niepodległości. Różnego typu upokorzenia wobec ojca miały miejsce jeszcze w latach 1973 – 1975, kiedy władze partyjne w Tarnowskich Górach nie pozwoliły na spotkanie ojca z młodzieżą, której opowiadał przeżycia z Powstań Śląskich. Uznano wtedy, że skoro nie potrafił wychować syna, to nie wolno wywierać mu wpływu na wychowanie młodzieży”.

Wspomnienia Józefa Półćwiartka, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 207.

„Za pracę w kopalni zostałem zwolniony przedterminowo, 10 września 1954 roku. Wróciłem do rodzinnej Sarzyny. Tu, przez dłuższy czas nie mogłem podjąć przerwanej nauki (aresztowany byłem na dwa miesiące przed maturą). Zewsząd byłem odsyłany z kwitkiem, jako karany więzieniem „wróg ludu”. Chwytałem się różnych prac fizycznych. Od października 1954 do lutego 1955 roku pracowałem w charakterze magazyniera na budowie w Sarzynie, następnie wyjechałem na Śląsk i zamieszkałem w Bytomiu. Podjąłem pracę na stanowisku kierownika hotelu robotniczego przy budowie Huty Ferrum w Katowicach. Tam UB „depcze mi po piętach” o zostaję zwolniony z pracy. To samo stało się, gdy podjąłem pracę w Bytomskich Zakładach Gastronomicznych (…)”.

Wspomnienia Jana Żebrowskiego, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 207-208.

„W trzeciej dekadzie lipca przyszedł do mnie milicjant, przedstawił się jako mój opiekun. Interesował się moimi planami na przyszłość. Radził mi pracę, oferował pomoc komendy w otrzymaniu pracy. Nie skorzystałem z pomocy komendy, starałem się sam o pracę. Szybko przekonałem się ile są warte zapewnienia naczelnika więzienia w Jaworznie, kpt. Jędrzejewskiego, który twierdził chwilę przed opuszczeniem więzienia, że powołanie się na zwolnienie z Jaworzna otwiera drzwi do każdej pracy. Mnie zamykano te drzwi. W dniu 23 września 1955 roku otrzymałem pracę w ostrołęckiej elektrociepłowni, po skłamaniu, że jestem oficerem LWP przeniesionym do rezerwy. Elektrociepłownia wysłała zapytanie o karalność, a te wróciło niekorzystne. Rozpętało się piekło. W pracy zostałem dzięki życzliwości dyrektora zakładu, ale bez awansu i tylko do momentu, kiedy odszedł dyrektor (…)”.

Wspomnienia Edwarda Molińskiego, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 208.

„Po powrocie do domu zamieszkałem w Lewinie Brzeskim, z rodzicami. Zacząłem pracować i zaczął się koszmar. Od chwili tej zaczęły się wezwania, najścia, przesłuchania, z daktyloskopią włącznie. Gdziekolwiek, bądź na krańcach województwa opolskiego dokonywano włamania lub kradzieży, wzywano mnie na MO i jak wyżej: przeszukiwania w domu, w pracy, ciągłe wezwania w godzinach pracy, co się oczywiście nie podobało pracodawcy, a i podejrzenia kolegów, że jestem szpiclem. O to im chyba chodziło”.

Wspomnienia Eugeniusza Zarzyckiego, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 208.

„Na wolność wyszedłem w dniu 2 czerwca 1955 roku, warunkowo, chory – grypa, wysoka temperatura, ponad 39 stopni. Organizm miałem tak wyczerpany i wycieńczony, że żaden lekarz nie chciał mi dać skierowania do pracy, oczywiście fizycznej, bo o innej mogłem tylko marzyć. Do października leczyłem się prywatnie: bardzo silne krwotoki i ogólne osłabienie organizmu. W listopadzie podjąłem pracę, oczywiście „łopata” przez dwa lata. Nauki nie mogłem kontynuować, bowiem po wypełnieniu ankiety nie było miejsca – „przerwa w życiorysie”. To samo w pracy. Dopiero w 1963 roku ukończyłem szkołę średnią, po sfałszowaniu ankiety. Tak samo musiałem postąpić, aby dostać się na studia. (…) Po 1960 roku musiałem meldować się na MO, z początku raz w tygodniu, a później raz w miesiącu. Miałem zakaz wyjazdu na teren działalności swojego oddziału i spotykania się z jego członkami. Zakaz zajmowania stanowisk dotyczył nas wszystkich. Kiedy otrzymałem awans na kierownika działu, w ciągu kilku dni zostałem wezwany do prokuratury rejonowej celem złożenia wyjaśnień (…)”.

Wspomnienia Juliana Gołuchowskiego, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 208-209.

„Po wyjściu na wolność musiałem się co tydzień meldować na komisariacie MO oraz uzyskać od MO zgodę, gdybym chciał gdziekolwiek wyjechać, nawet na jeden dzień. Próbowałem dostać się do XI klasy ogólniaka i zdać maturę. Żadne liceum stacjonarne nie przyjęło mnie. Szkoły wieczorowe i korespondencyjne również. Tu argumentem był brak zatrudnienia. Urząd Pośrednictwa Pracy nie miał dla mnie zatrudnienia, mimo że na stanowiska umysłowe często była wymagana tylko tzw. „mała matura”. Proponowano mi wyjazd do kopalni, kamieniołomów w Wojcieszowie, pracę robotnika polowego w PGR. Raz było stanowisko magazyniera w spółdzielni „Sobótka” – zakładzie produkującym słodycze. Pan personalny bardzo się ucieszył, że mam ukończone 11 klas, ale jak się dowiedział, że siedziałem i za co, powiedział: „oj, żeby to jeszcze było za jakieś chuligaństwo albo kradzież, to bym pana przyjął, ale za coś takiego, to ja nie mogę”. W lutym 1956 roku zostałem powołany do wojska, trafiłem do batalionów górniczych – kopalnie węgla. Po wyjściu do cywila o pracę było łatwiej, ale często musiałem ją zmieniać po 2 – 3 miesiącach (przychodziła odpowiedź na zapytanie o karalność)”.

Wspomnienia Stefana Siejki, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 209.

„Praktycznie represje trwały przez cały okres mojego zatrudnienia w zakładach państwowych. Po każdej zmianie miejsca zamieszkania wzywany byłem do komisariatu i przesłuchiwany. Dostałem zaświadczenie z Jaworzna, że pracowałem w warsztatach szkolnych jako główny mechanik, od 1954 roku do chwili wyjścia na wolność. Druga część informacji zamykała moją możliwość zatrudnienia. W 1964 roku, po czwartym podejściu, udaje mi się ukończyć wieczorowe technikum. Zostaję skierowany do Bydgoszczy na szkolenie obsługi automatów tokarskich w miesiącach październik – grudzień 1964 roku.

W grudniu 1964 roku dokonano napadu na CDT w Warszawie. Tego dnia byłem w podróży. Do pracy stawiłem się dopiero po świętach Bożego Narodzenia. Postawiono cały zakład na nogi. Przesłuchano kolegów, z którymi byłem na kursie i sąsiadów. Mnie wezwano po świętach. Musiałem zdawać relację z każdej godziny po wyjeździe z Bydgoszczy i podawać świadków. Posiadane kwalifikacje uprawniały mnie do zajmowania pewnych stanowisk, mimo to byłem pomijany przy awansach i nagrodach. To tylko kilka przykładów represji z mojej 34-letniej pracy, od wyjścia z więzienia do chwili przejścia na emeryturę”.

Wspomnienia Henryka Sarny, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 209-210.

„W maju 1955 roku zdaję maturę z wynikiem bardzo dobrym i otrzymuję tytuł technika budowlanego. Ubowcy nachodzą mnie WSTECZ i jak zawsze proponują współpracę, proponując tym razem umożliwienie studiowania architektury (mam uzdolnienia malarskie) lub Oficerską Szkołę Wojsk Inżynieryjnych, gdzie będę zakładał nielegalne organizacje, gdyż będę wzbudzał zaufanie jako przeciwnik ustroju. „– A my w ten sposób wyłapiemy dzieci AK-owców, przeciwników naszego ustroju”.

(…) W październiku 1955 roku zostaję wcielony do wojska – do batalionów górniczych J. W. 2297 w Bytomiu i pracuję katorżniczo w kopalni Bobrek. Jeden raz nie zjechałem na dół, wraz ze mną 18 żołnierzy. Zastępca dowódcy kompanii ds. polityczno-wychowawczych chce mnie postawić przed prokuratorem za wywołanie buntu jako prowodyr, gdyż wśród tych żołnierzy ja jeden miałem maturę”.

Wspomnienia Jerzego Dąbrowskiego, byłego więźnia Centralnego Więzienia dla Młodocianych w Jaworznie, [w:] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych…, s. 210.

„Co święta 22 Lipca i 1 Maja byłem zamykany na 24 godziny. Tak było 4 razy. Byłem inwigilowany. Zawsze i wszędzie spychany przez partyjnych. Otrzymywałem najgorszą pracę i najmniejszą zapłatę. W 1983 roku przejąłem od matki gospodarstwo rolne 2,9 ha i wegetuję na nim szczęśliwy, że nie spotykam komunistów, którzy wyrządzili mi tyle krzywdy. Zmarnowali mi całe życie”.